Najnowsze wpisy

Witajcie! :)

Wszystko zaczęło się od poszukiwań perfum z różą, która byłaby zestawiona z owocami, nutami drzewnymi i ewentualnie wanilią. Tak trafiłam na zapach Grape Pearls marki The House of Oud, który przez czytelników internetowego magazynu o perfumach ,,Fragrantica" porównywany jest do Roses Vanille Mancery, a także Dark Purple i Intense Cafe Montale. Uznałam,  że takie małe zapachowe śledztwo będzie ciekawym tematem na wpis na blogu:).

Z drugiej strony bardzo dobrze się złożyło, ponieważ 20 lutego wypada święto łasuchów, czyli Tłusty Czwartek, a musicie wiedzieć, że każdy z tych zapachów kojarzy się wielu osobom z pączkami nadziewanymi konfiturą różaną;). Nie przepadam za tym nadzieniem, ale nie mam nic przeciwko perfumom, które tak pachną;). Czy jest w tych skojarzeniach ziarenko prawdy? Zaraz się przekonamy:).

Według mnie nie są to zapachy identyczne, ale podobne, przy czym mam tu na myśli trzy z nich, bo jeden tak mocno odstaje o reszty, że trudno doszukać się tu jakiejkolwiek analogii.
Kolejność opisywanych zapachów będzie następować w porządku, według którego je poznawałam:
  • Montale, Intense Cafe -  nazwa perfum nie ma nic wspólnego z tym, jak pachną, ponieważ nie czuję w nich nawet jednego małego ziarenka kawy;), w związku z czym tym bardziej nie rozumiem określenia ,,intense";). Mimo wszystko sam zapach jest niesamowity. Otwarcie pozytywnie zaskoczyło mnie echem wyjątkowej Elle marki Yves Saint Laurent, ale tutaj jawi się w wersji złagodzonej i słodszej. Wraz z rozwojem zapachu na skórze okazało się, że Elle pobrzmiewa w nim przez cały czas, oddając od czasu do czasu przestrzeń nutom drzewnym. Nie wyszczególniono go w oficjalnym składzie, ale trudno wyzbyć się wrażenia, że jest tu agar bądź drewno tekowe w minimalnej ilości, aczkolwiek nie ma się czego bać, bowiem zapach jest ciepły i łagodny za sprawą  róży i wanilii, które najprawdopodobniej ,,podkręcono" molekułą ISO E Super ❤️. W tym zestawieniu Intense Cafe uplasowało się na drugim miejscu [parametry: projekcja na granicy przeciętnej i średniej, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje nieformalne; dla kobiet]. Moja ocena -> 6/6.
  • The House of Oud, Grape Pearls - najpiękniejszy zapach z całej czwórki. Pachnie ciemnymi owocami, a mam tu na myśli czerwone winogrona, dojrzałe śliwki węgierki i jagody, które leniwie wylegują się na kołdrze utkanej z wanilii, dojrzałej róży i kremowego piżma. Tej rozkosznej słodyczy nie zaburza żadna wytrawna nuta. W tym przypadku również nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kompozycja w pewien sposób nawiązuje do Elle YSL. Porównując ten zapach do poprzedniego, na pewno oceniłabym Grape Pearls jako słodszy za sprawą soczystych owoców, ale także tych, z których przygotowano już konfiturę. [parametry: projekcja na granicy przeciętnej i średniej, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień i na wieczór, okazje  nieformalne; dla kobiet]. Moja ocena -> 6/6.
  • Montale, Dark Purple - na tle pozostałych zapachów wypada najsłabiej.  Dominują w nim nuty drzewne (obstawiałabym agar, ale skład wyszczególnia drewno tekowe), które łączą się ze słodką pulpą, z której nie umiem wyodrębnić poszczególnych owoców. Drewno stanowi 70% zapachu, a bliżej nieokreślona pulpa 30%;). To fakt, jest mocny i  odurzający, ale w sytuacji, gdy znamy wiele perfum z agarem, w których jest on rdzeniem, Dark Purple nie jawi się już jako coś fascynującego i odkrywczego. Poza tym trochę za mało się w nim dzieje: brakuje przenikania się nut, zmienności, zaskoczeń [parametry: projekcja duża, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na wieczór, okazje nieformalne; dla kobiet i mężczyzn]. Moja ocena -> 3/6.
  • Mancera, Roses Vanille - biorąc pod uwagę wszystkie zapachy z tego testu, Roses Vanille umieściłabym na trzecim miejscu tylko dlatego, że trochę za mocno wybija się w nim agar. Jest bardzo podobny do Intense Cafe, ale nieco ostrzejszy. [parametry: projekcja średnia, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień i na wieczór, okazje nieformalne; dla kobiet]. Moja ocena -> 5/6.
Podsumowując, podobieństwo zarysowuje się między trzema następującymi zapachami: Roses Vanille, Grape Pearls i Intense Cafe, natomiast Dark Purple moim zdaniem nie nawiązuje do nich w żaden sposób. Spośród wszystkich czterech perfum udało mi się odkryć te wyjątkowe dla siebie, czyli Grape Pearls i Intense Cafe, a więc test perfum nie zaowocował tylko wpisem na blogu, ale także planem zakupowym <3.

A co z tymi pączkami?:) Ja nie miałam takich jednoznacznych cukierniczych skojarzeń - moją jedyną myślą było to, że zapachy przypominają mi w mniejszym (Grape Pearls, Roses Vanille) bądź większym (Intense Cafe) stopniu zjawiskową Elle marki Yves Saint Laurent.

Pozostałe informacje o perfumach:
  • cena: Roses Vanille - 315 zł za 60 ml, 540 zł za 120 ml;  Grape Pearls - 795 zł za 75 ml;   Dark Purple oraz Intense Cafe - 280 zł za 50 ml, 475 zł za 100 ml
  • dostępność: perfumerie niszowe stacjonarnie i online, a także popularne perfumerie internetowe.
Witajcie! :)

Chciałam kupić różową pomadkę z Mac, ale w wykończeniu, którego jeszcze nie miałam, czyli tym razem nie brałam pod uwagę formuły cremesheen, frost i matte. Postawiłam za to na błyszczykowy blask, kryjący się pod nazwą lustre i zdecydowałam się na odcień Lovelorn opisywany przez markę jako niebieski róż.

Gdy zestawiam go z jasnym neutralnym podkładem wychodzi jako średni róż z przewagą chłodnych tonów, a gdy wybieram ciemniejszy podkład z żółtymi pigmentami, widzę jasny zimny róż, czyli kolor, na którym mi zależało, w związku z czym już wiem, że ta pomadka będzie moim hitem w okresie wiosenno-letnim, ponieważ świetnie będzie się komponować z delikatną opalenizną.

Lovelorn na pewno doczeka się ponownego zakupu;). Przy okazji  przekonałam się, że pomadki z serii lustre wcale nie są tak nietrwałe, jak się o nich zwykle pisze. Nie wiem, być może zależy to od konkretnego koloru, ale mój trzyma się naprawdę przyzwoicie.

Zestawienie zalet i wad


Zalety: 
  • lekka, zupełnie niewyczuwalna na ustach formuła;
  • można budować krycie od półprzezroczystego do średniego;
  • doskonale nawilża;
  • nie przemieszcza się poza kontur ust;
  • nie podkreśla przesuszenia ust;
  • zaskakująco dobra trwałość jak na tego rodzaju formułę - na moich ustach pomadka utrzymuje się ok. 3 godziny;
  • piękny waniliowy zapach.
Wady:
  • po określeniu lustre spodziewałam się mocnego blasku, który tak jak po nałożeniu błyszczyka będzie się utrzymywał na tym samym poziomie intensywności przez cały czas. Tutaj natomiast zauważyłam, że po jakimś nieco zanika i właściwie nie różni się niczym od połysku charakterystycznego dla pomadek cremesheen.

Pozostałe informacje o produkcie:
  • cena: 86 zł
  • gramatura: 3 g
  • dostępność: m.in. Mac online i stacjonarnie, Douglas online i stacjonarnie
Witajcie! :)

W Internecie jakiś czas temu pojawiło się mnóstwo recenzji najnowszego podkładu Max FactorFacefinity All Day Flawless 3 w 1, więc najprawdopodobniej napisano i powiedziano o nim już wszystko;). 

Jeśli natomiast macie ochotę poczytać o nim z mojej perspektywy, na którą składa się kilkumiesięczne użytkowanie połączone siłą rzeczy z obserwowaniem, jak prezentuje się na skórze w jej lepszych i gorszych momentach, z  dopasowaniem do niego odpowiedniej pielęgnacji akcesoriów, serdecznie zapraszam do lektury.

Czego dowiemy się na temat podkładu od producenta?
Dzięki zaawansowanej technologii Flexi-hold™ podkład dopasowuje się do mimiki twarzy i utrzymuje się na niej przez cały dzień. Formuła podkładu jest odporna na ścieranie i błyszczenie.  Podkład kryjący Max Factor Facefinity All Day Flawless 3 w 1 idealnie stapia się ze skórą, co ułatwia jego nakładanie i uzyskanie efektu pełnego krycia.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wszyscy, którzy szukają dobrego trwałego podkładu o wykończeniu na pograniczu satynowego i matowego, będą zadowoleni z  Facefinity All Day Flawless 3 w 1. Trzeba tylko zadbać o pewne aspekty...

Podkład, który wymaga konkretnego akcesorium do nakładania i odpowiedniej pielęgnacji

Według mnie ten podkład jest wręcz stworzony do tego, by aplikować go gąbką, co sprawi, że zostanie on równomiernie rozłożony cienką warstwą i nie będzie aż tak bardzo widoczny na twarzy. Pędzlem można sobie zafundować smugi.

Napiszę przy okazji, z jaką informacją bezwiednie rzuconą na jego temat w sieci się nie zgadzam. Otóż przeczytałam na blogach i obejrzałam na kilku kanałach recenzje tego podkładu i chyba najdziwniejszym stwierdzeniem było to, że jest on nawilżający... Wszystkich, którzy trafią na wzmiankę o tej właściwości, przestrzegam przed ufnością;) i przy okazji poinformuję, że przy codziennym sięganiu po Facefinity All Day Flawless 3 w 1 cera może się wręcz przesuszyć. Mało tego, ta zastygająca i długotrwała formuła podkreśli skutki zaniedbań w kwestii pielęgnacji. Warto pamiętać więc o peelingu, odżywczym kosmetyku na noc i np. nawilżającym kremie/serum pod podkład, żeby podkład nie miał szans, by uwydatnić suche skórki.

Zalety i wady moim okiem

Zacznę od mocnych stron:
  • podkład rzeczywiście zapewnia pełne krycie, gdy nałożymy go pędzlem, z kolei gąbką uzyskamy krycie na poziomie średnim;
  • można budować krycie, nakładając kolejną warstwę produktu;
  • nie jest mocno widoczny na skórze, gdy zastosujemy gąbkę;
  • efekt wygładzenia faktury skóry na przyzwoitym poziomie, ale jeśli chodzi o moje wymagania - mogłoby być lepiej, dlatego wspomagam się magicznym pudrem Micro-Fil;);
  • nie oksyduje;
  • nie wyświeca się;
  • nie jest wyczuwalny na skórze;
  • trwały - nie nosiłam go dłużej niż 8 godzin, ale w tym czasie utrzymał się w stanie nienaruszalnym, a dodam tylko, że nie stosowałam żadnej profesjonalnej bazy. Nakładałam pod podkład jedynie odżywczy krem lipidowy.
Wady:
  • przy codziennym stosowaniu podkład może przesuszać, więc warto wprowadzić do pielęgnacji nocnej jakiś odżywczy, intensywnie nawilżający krem;
  • nakładany pędzlem tworzy smugi, co oznacza, że tracimy czas, by dopracować go jeszcze palcami lub gąbką;
  • kilka razy zdarzyło mi się mieć lekko przesuszoną skórę i podkład mocno wyeksponował wszystkie suchości, w związku z czym musiałam go zmyć i sięgnąć po chociażby Infaillible 24 h Fresh Wear z L'Oreal.
Na tle Radiant Lift i Lasting Performance ten podkład wyróżnia się dopracowaną formułą i jakością. Podsumowaniem niech będzie moja ocena -> 4+/6 .

Pokazałam się Wam już kilka razy w tym podkładzie na przestrzeni ostatnich miesięcy, dlatego też nie robiłam nowego zdjęcia, a wybrałam to z listopada:).




Pozostałe informacje o produkcie: 
  • cena: od 34 zł do 62 zł w zależności od miejsca zakupu
  • pojemność: 30 ml
  • PAO: 24 miesiące
  • dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe
Witajcie! :)

Chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować w takim telegraficznym skrócie zawartość XV edycji katalogu ,,First in Luxury" perfumerii Quality Missala. Nie jestem w stanie opisać liczącego 90 stron albumu w sposób drobiazgowy, dlatego wybiorę tylko te tematy, które najbardziej mnie w nim zainteresowały.

Nadmienię tylko, że bez problemu możecie go otrzymać w perfumeriach stacjonarnych w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Opolu, Poznaniu, Toruniu i Wrocławiu. Poprzednie edycje albumu dołączano  do mojej paczki przy okazji mniejszych i większych zakupów online, więc jeśli nie mieszkacie w wyżej wymienionych miastach, to pozostaje jeszcze takie rozwiązanie;).

Projekt okładki

Okładkę albumu zdobi motyw flakonu najnowszych perfum The House of Oud, czyli Keep Glazed. Sam zapach powstał we współpracy z kanadyjską cukierniczką Ksenią Penkiną, której artystyczne desery cieszą nie tylko podniebienie, ale i zmysł wzroku;).  Projekt flakonu oraz aromat kompozycji odwzorowują wygląd i smak smakołyku przygotowanego przez wyżej wymienioną mistrzynię. Lista składników mówi sama z siebie: tropikalne mrożone owoce, kokos, bita śmietana, imbirowe chrupkie okruszki. Jedno jest pewne, perfumiarze: Cristian Calabro oraz Andrea (Thero) Casotti i nie mieli łatwego zadania:).


Subiektywny przegląd najciekawszych nowości w ofercie Quality Missala

O niektórych nowościach napisałam Wam na blogu w połowie października, więc pozwolę sobie odesłać Was do tego wpisu. Znajdziecie w nim dwa zapachy, które poszerzyły ofertę perfumerii -> Widian, New York i Jovoy Paris, Touche Finale.
 
Trzecia nowość to wytworny Oriental Leather marki Memo Paris. Poznałam go latem i wówczas ten przypisany do kategorii skórzanej zapach emanował z mojej skóry głównie wyrafinowaną lawendą. Tak, to z pewnością najpiękniej ukazana lawenda spośród wszystkich lawendowych perfum, jakie miałam okazję poznać.  Ciepło, wynikające m.in. z przypraw korzennych, nut skórzanych oraz wanilii dynamicznie przeistacza się w ożywczy, przeszywający wręcz chłód reprezentowany przez lawendę, paczulę oraz herbatę. Jak w przypadku większości perfum Memo Paris, tak i tutaj możemy spodziewać się doskonałych parametrów użytkowych. To genialny zapach dla mężczyzn, ale jestem też pewna, że docenią go również kobiety.



Przejrzałam pozostałe nowości w albumie ,,First in Luxury" i moją ciekawość wzbudziło sześć kompozycji. Nie mam oczywiście pewności, czy trafiłyby idealnie w mój gust. Sami przecież dobrze wiecie, że czasem jeden niuans potrafi zaważyć na tym, że odtrącimy dany zapach. Mimo wszystko napiszę Wam, dlaczego wybrałam akurat tę poniższą konfigurację;).  

Keep Glazed z oczywistych powodów - mrożone owoce tropikalne, kokos, bita śmietana, a także nuty drzewne i imbir świadczą o tym, że nie będzie to banalny przedstawiciel kategorii gourmand. Poza tym poznałam już  kilka zapachów The House of Oud i przyznam, że jestem nimi oczarowana. Nie sądzę zatem, że czeka mnie jakiekolwiek rozczarowanie;).

Vanilla Shot od Olfactive Studo planuję poznać ze względu na wanilię i suszone owoce w składzie. Nie obawiam się, że będzie to przeciętny zapach, ponieważ znam m.in. fenomenalny Woody Mood z 2017 roku i nie wierzę, że marka stworzyłaby coś, co obniżyłoby jej rangę.

Kolejnym zapachem, który przyciągnął moją uwagę jest Gold od Puredistance. Tym razem skusiły mnie mandarynki, cynamon, goździki i balsamiczne brzmienie. Ciekawe, czy będzie miał tyle uroku, co White, o którym napisałam na blogu w sierpniu.   

Ristretto Intense Cafe od Montale pachnie podobno jak kawa z pianką ze śmietany połączona ze słodkim zapachem róży. Kto by się nie skusił?;)

Tak naprawdę do Piano Santal i Rose Trombone L'Orchestre Parfum przekonała mnie Sabbath of Senses za sprawą swoich sugestywnych recenzji na blogu, a notki w katalogu ,,First in Luxury" utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma sensu dłużej zwlekać;). Pierwszy z nich nęci ze względu na połączenie nut mlecznych, które dopełniono moimi ulubionymi drewnami, czyli cedrem i sandałowcem *_*. Drugi z kolei jest  opowieścią o róży w objęciach rumu i wanilii.
źródło zdjęć -> http://www.missala.pl/

Która marka najbardziej zafascynowała mnie po zapoznaniu z się jej historią? 

Odpowiedź brzmi jednoznacznie - Profumum Roma. Cenię tę markę za to, że tworzy niewiarygodnie trwałe zapachy (koncentracja olejków sięga poziomu 43%), które są piękne w swej prostocie (np. Acqua e Zucchero), dziwne, ale jednocześnie uzależniające (np. Battito d'Ali), czasem dostojne, wyrafinowane. Teraz, gdy wiem, jaka historia kryje się u jej podstaw oraz jaką metodę kreowania perfum wypracowała rodzina Durante, moim celem jest poznać wszystkie pozycje z portfolio:). Poniżej zamieściłam 8 zapachów, które koniecznie muszę przetestować w tym roku.


Sylwetki perfumiarzy

Trzy artykuły traktujące o wybitnych perfumiarzach przeczytałam z największą przyjemnością.

Tekst pt.,,Artysta i jego idea" przedstawia sylwetki perfumiarzy, którym udało się przekuć swój szalony, wręcz nierealny - wydawałoby się - pomysł w pachnące dzieło.

Są też kreatorzy, którzy idą tak charakterystyczną ścieżką, że zasłużyli na miano: wizjonerki - Gabriella Chieffo, ekologa - Olivia Giacobetti, odkrywcy - Matthew Zhuk, kompozytora - Antonio Martino czy synestetyka - Stephane Humbert Lucas. Mnie najbardziej ciekawią perfumy synestetyka, czyli mam tu na myśli pozycje z portfolio marki SoOud;).

Będziecie mogli poznać słynne perfumiarskie małżeństwo: Martine Micallef  i Geoffreya Nejmana, którzy zapisali się w historii perfumiarstwa odkryciem dla świata zachodniego olejku z drewna agarowego. Co poleciłabym na początek przygody z marką M. Micaleff? Perfumy Gaiac i sześć zapachów z kolekcji Secrets of Love.

Wywiady z właścicielami marek

Pasjonujący wywiad  z Gianem Luką Perrisem - właścicielem marek Perris Monte Carlo i Houbigant zainspirował mnie do poznania dwóch kompozycji.

Pierwsza, Bergamtto di Calabria (Perris), została utkana w dość niespotykany sposób, bowiem na ogół bergamotka  pojawia się w pierwszej fazie wybrzmiewania zapachu, po czym ustępuje miejsca innym nutom. Perfumiarz Gian Luca Perris miał zupełnie inną wizję i uformował strukturę zapachu, w taki sposób, by ta nuta nieprzerwanie znajdowała się na pierwszym planie. Wychodzi na to, że  w końcu ktoś stworzył idealny bergamotkowy zapach dla mnie;).

Drugą kompozycję, Patchouli Nosy Be (Perris), chcę przetestować ze względu na paczulę, która rosła na specjalnie założonej plantacji. Zamysł był taki, by uzyskać olejek, w którym akordy ziemiste i ziołowo-kamforowe zostałyby wyciszone na rzecz drzewnych z nutą suchego kakao (!).


Drugi wywiad przeprowadzono z Sergio Momo - właścicielem Xerjoff Group (Xerjoff, Casamorati). Ciekawe jest postrzeganie przez niego perfum, które oddaje do rąk użytkowników - nie są to pachnące produkty, ale ,,polisensoryczne podróże", co oczywiście uzasadnia.

Oferty Xerjoff liczącej około 100 zapachów jeszcze nie znam. Nie ma sensu wklejać tu poszczególnych flakonów, ponieważ interesuje mnie właściwie wszystko spod szyldu marki, co jest łagodnie orientalne, drzewne oraz gourmand;). Niezmiernie ciekawią mnie np. zapachy z cedrem w składzie, bo jak się okazuje, Sergio Memo - tak jak ja;) - darzy ten składnik szczególną predylekcją.

Z kolei o kolekcji Casamorati można się dowiedzieć, że  jest odtworzeniem wielkiej historii domu perfumeryjnego założonego w 1854 roku we Włoszech. Większość zapachów odzyskała życie za sprawą rekonstrukcji dawnych receptur, którym - warto zaznaczyć - nadano nowoczesny akcent.

Nowa rubryka - recenzje pasjonatów perfum

Na ostatnich stronach katalogu pojawiła się nowa rubryka (mam nadzieję, że zostanie na stałe;)), w której opublikowano wypowiedzi pasjonatów perfum.


Spośród dziewiętnastu tekstów, biorących udział w wakacyjnym konkursie, którego zadaniem było opisanie dowolnego zapachu z oferty Quality Missala: ulubionego, dziwnego, oryginalnego lub przywołującego wspomnienia, wyłoniono sześć recenzji, wśród których znalazła się również moja (przedstawiłam Lirę Casamorati). Warunek był jeden - nie można było przekroczyć limitu ośmiu zdań. Jestem mi bardzo miło, że znalazłam się w gronie współredaktorów katalogu❤️ .

Witajcie!

Przygotowałam dla Was zestawienie moich pereł roku 2019. Tak naprawdę powinno znaleźć się tu więcej perfum i kosmetyków do makijażu, ale w ostateczności postanowiłam okroić ich grono z ,,bardzo dobrych i znakomitych" tylko do ,,znakomitych";). Produkty, które pokazałam już kiedyś na blogu będą podlinkowane, więc jeśli tylko macie ochotę, możecie zapoznać się ze szczegółowymi recenzjami.

Kosmetyki do makijażu, o których jeszcze na blogu nie pisałam

Zacznę od dwóch wspaniałych prezentów od Asi :***
Miałam kilka płynnych rozświetlaczy, ale spośród nich wyróżniał się jakością tylko BarePro Glow z bareMinerals w odcieniu #Free, który jest stonowanym złotem z drobinkami.

Jego wodnista konsystencja idealnie rozprowadza się pędzlem, zapewniając efekt tafli, ale nie takiej metalicznej, tylko lustrzanej. A jak z kwestią widoczności drobinek na kościach jarzmowych? W porcji, którą przeniesiecie najpierw na dłoń, zauważycie, że jest ich dość dużo, natomiast na skórze są ledwie widoczne - gdzieniegdzie błyszczą się pojedyncze drobinki. Rozświetlacz jest trwały, nie uwydatnia nadmiernie zmarszczek i nie podkreśla porów.

Informacja od producenta:
Lekki dwufazowy płyn nasycony jest proteinami owsa, aby natychmiast zmniejszyć widoczność zmarszczek, a ekstrakt z zielonej soczewicy i bambusa wyrównuje strukturę skóry i zmniejsza widoczność porów. Dzięki technologii Mineral Lock ten długotrwały rozświetlacz pozostaje na swoim miejscu aż do 16 godzin.
Przy okazji napiszę, że cieszę się, że marka wróciła na polski rynek, bo z każdego dotychczas  zakupionego kosmetyku byłam zadowolona. Pędzlom też warto się przyjrzeć:). 


Najlepszym pudrem w tym roku, jak również w całej mojej makijażowej przygodzie jest Micro-Fil Loose Powder marki Giorgio Armani w odcieniu 00 Universal Nude (biały). Nakładam go dołączonym do opakowania puszkiem. 

Nie da się przesadzić z jego ilością, więc nie ma obaw, że cera będzie wyglądać sucho. Jest drobno zmielony, niebywale lekki, co oznacza, że na twarzy prezentuje się bardzo naturalnie. 

Dzięki niemu uzyskacie efekt 2 w 1, czyli delikatne zmatowienieeleganckie rozświetlenie cery. W pudrze znajdują się maleńkie perłowe drobinki, których nie widać w świetle dziennym

Nakładam go przeważnie w strefie T i ten obszar po skończeniu makijażu jest przepięknie rozjaśniony - dopiero po jakimś czasie kolor pudru scala się z kolorem podkładu. Jakby tego było mało Micro-Fil optyczne wygładza fakturę skóry i ta właściwość sprawia, że przyznaję mu najwyższą notę;). 

Uwaga! Kosmetyk nie utrzyma sebum w ryzach przez wiele godzin, więc cerom  tłustym go nie polecam (cery mieszane będą wymagały przypudrowania po około 4 godzinach). Moim zdaniem jest to świetny puder wykończeniowy zapewniający efekt promiennej cery, ale zaznaczam, że bliżej mu jednak do subtelnie rozświetlającego niż porządnie utrwalającego i matującego.


Kosmetyki do makijażu, których recenzje pojawiły się na blogu

  • Najlepszą pomadką tego roku jest Creme d'Nude z Mac. To rozbielony beż (nie ma w nim tonów brzoskwiniowych). Uwielbiam za kolor, walory pielęgnacyjne i trwałość.
  • W kategorii ,,Paleta cieni roku 2019 wygrywa Kwitnąca wiśnia z Glam-Shopu - ten wybór był oczywisty;). 
  • W ciągu 12 miesięcy przewinęło się u mnie wiele pigmentów, ale na miano pereł zasługują cztery unikatowe i wielowymiarowe turbo pigmenty Glam-Shopu, które nie dość, że błyszczą się niczym biżuteria, to jeszcze nie mają nawet najmniejszej skazy na jakości. Globalny glam jest moim niekwestionowanym ulubieńcem w okresie letnim - na ciemniejszych karnacjach wyjdzie czysty szlachetny róż, ale na jaśniejszych rzeczywiście będzie się wybijać herbaciano-brązowy podton. Moim hitem całorocznym jest zielono-złoto-brązowy Steryd. Wystarczy połączyć go z wyrazistym różem na ustach i mamy elegancki makijaż wieczorowy. Kolejnym pigmentem, który połyskuje jak szalony jest liliowo-srebrzysto-błękitny Asteroid. Przepięknie wygląda nałożony na intensywny fioletowy albo brązowy cień w dowolnym wykończeniu. Najciekawszym kolorem, który znajduje się w ofercie marki jest według mnie Utopia - zimny fiolet na ciepłej różowej podstawie
  • Jeśli mowa o czerwonym błyszczyku, to nie przypominam sobie, bym miała styczność z czymś lepszym niż Socialite  marki Anastasia Beverly Hills. Jego kremowa formuła zapewnia pełne krycie. Prezentuje się na ustach niczym lakier do ust. Jest bardzo trwały<3.
  • Drugim moim faworytem jest fioletowy błyszczyk Nyx Butter Gloss. Tutaj już z trwałością trochę gorzej, ale za to kolor-petarda*_*;). Nie zbiera się w liniach ust, nie klei się. Poza tym nie mam nic do zarzucenia jego walorom pielęgnacyjnym.
  • Najlepszym podkładem tego roku jest Infaillible Fresh Wear 24 h od L'Oreal. Jeśli szukacie podkładu lekkiego i jednocześnie niespływającego z twarzy w okresie od maja do sierpnia, to podpowiadam, że warto go rozważyć;). Oczywiście nie mam tu na myśli dni powyżej 27 kreski na termometrze;).
  • Kategoria ,,Korektor pod oczy" - w tej kwestii nic się nie zmieniło od kilku lat:), a zatem wygrywa Bell Multi Mineral Anti Age Concealer w odcieniu #01.
  • Ulubionymi pudrami brązującymi były i nadal są;)  wymienne wkłady do palet do konturowania marki Anastasia Beverly Hills: głęboki czerwony brąz Java i średni słoneczny brąz Havana.

Niezawodny duet w pielęgnacji nocnej

Ta formacja;), a mianowicie serum z witaminą E na noc marki Liqpharm i skwalan z trzciny cukrowej Ministerstwa Dobrego Mydła, przede wszystkim skutecznie rozprasowuje drobne nierówności faktury skóry, które na zdjęciach z bliska już takie drobne się nie wydają;). W pakiecie otrzymacie szybką regenerację, skóra nabierze naturalnego blasku, a koloryt cery zostanie ujednolicony

Akcesoria do makijażu

Odkąd po raz pierwszy użyłam gąbki do makijażu, a dokładniej ściętej wersji glamsponge z Glam-Shopu, nie mam ochoty wracać do pędzli;). Nakładam nią podkład, wykonuję tzw. odwrotne konturowanie korektorem (rozjaśnianie w strefie T), przykrywam ruchem stemplującym nierówności po nałożonych cieniach w miejscu, w którym przedłuża się kreskę wykonaną eyelinerem. Jest bardzo miękka, nie odkształca się. Coś doskonałego <3.

Aplikatory do cieni i pigmentów (pacynki) są na ogół wyrzucane z gotowych paletek, ale spróbujcie nałożyć turbo pigmenty albo inne specyficzne błyszczące formuły palcem bez uzyskania efektu skorupy orzecha włoskiego. Nie da się? Pacynką się da;D.

Perfumy, które wzbudzały mój zachwyt

Zapachy, które znajdują się w tym zestawieniu są jednocześnie tymi, bez których nie wyobrażam sobie mojej kolekcji. Każdy z nich jest bogaty, złożony i niejednostajny. Parametry użytkowe, tzn. projekcja i trwałość również są na najwyższym poziomie.

Przechodząc do rzeczy, jeśli marzy Wam się piękne wydanie posłodzonej kawy, ciasta korzennego i czekolady to podpowiadam, że w ofercie Lush znajduje się istna magia we flakonie - Cardamom&Coffee;).

Pozostając w temacie perfum gourmand, dla miłośniczek wanilii gęstej jak budyń, która przeplata się z cynamonem i nutami cytrusowymi polecam L de Lolita Lempicka (mam na myśli najnowsze wersje z roku 2010 i 2013) oraz Lirę Casamorati. 

Zmysłowe, ciężkie piżmo, które zarazem pachnie kremową czystością i... mrozem;) to nic innego jak Narciso edp marki Narciso Rodriguez.

Wyciśnięty sok z cytryny, bergamotki, zapach olejków eterycznych ze skórek tych cytrusów, kostki białego cukru oraz nuty drzewne to genialny Versense od Versace. Nadal jestem pod wrażeniem, jak realistycznie ukazano tu każdą z nut 

Łagodny orient, który pachnie niczym likier amaretto połączony z nutami żywicznymi to doskonałe Sense Dubai 4. Przy okazji wspomnę, że są to najtrwalsze perfumy w mojej kolekcji (pokona je dopiero trzecia kąpiel;)).

Będzie mi miło, jeśli napiszecie w komentarzu o swoich ulubieńcach 2019 roku z różnych kategorii:).
Pozostałe informacje o dwóch pierwszych kosmetykach: 
  • cena: rozświetlacz BarePro Glow - 135 zł;  puder Micro-Fil - 285 zł,
  • gramatura: rozświetlacz - 14 ml;  puder - 15 g,
  • PAO: rozświetlacz - 12 miesięcy; puder - 24 miesiące,
  • dostępność: rozświetlacz - Douglas; puder - Douglas.
Witajcie!

W pasku bocznym bloga  możecie wejść w cztery serie wpisów tematycznych: ,,Dobre polskie kosmetyki", ,,Perfumy poddane reformulacji pod lupą", ,,Perfumy w kolorze", ,,Polska niszowa marka perfumeryjna". Dzisiaj do tego grona dołącza nowa kategoria: ,,Fioletowe produkty do ust".

Na blogach kosmetycznych najczęściej pojawia się przegląd odcieni nude, różu, koralu, a wraz z początkiem jesieni mamy wręcz zatrzęsienie wpisów z listą ulubionych czerwieni, brązów i bordo. Czas to zmienić;). Fiolet nie jest bardziej kontrowersyjny niż te trzy ostatnie wymienione przeze mnie kolory, a więc dla wszystkich jego zwolenniczek będę miała od czasu do czasu kilka ciekawych propozycji:). Jeśli podoba Wam się ta seria, będzie mi miło, jeśli w komentarzu wyrazicie swoją aprobatę;). Będę wówczas mniej więcej wiedziała, z jaką częstotliwością powinnam publikować tego rodzaju posty.

Serię zainicjuje błyszczyk  Butter Gloss z Nyx w odcieniu Merengue. To bezpieczny jasny fiolet 
(jest na pograniczu różu i fioletu, aczkolwiek zdecydowanie bliżej mu do fioletu), który z powodzeniem można używać w makijażu dziennym.

Zacznijmy od informacji od producenta (pominęłam pompatyczne opisy i konstrukcje słowne, które w języku polskim nie występują;)):
Błyszczyki do ust BUTTER GLOSS są niesamowicie miękkie, maślane i gładkie niczym jedwab. Zapewniają półtransparentne, lekkie krycie. Te błyszczyki wprost stapiają się z ustami i nigdy nie tworzą „lepkiego” efektu. Poza tym pięknie pachną ciasteczkami.
Gdy nałożę go cienką warstwą, bardzo przypomina mi błyszczyki z serii Be Legendary Smashboxa - tworzy identyczną ,,winylową" powłokę na ustach i nadaje półtransparentne krycie - to, krótko mówiąc, ta sama jakość, tyle że za 1/3 ceny;). Dopiero solidniejsza porcja zapewnia ten ,,maślany" efekt i piękny intensywny kolor.

Zalety produktu:
  • można stopniować nasycenie koloru i krycie od półtransparentnego do niemalże pełnego;
  • piękny odcień jasnego fioletu, który można nosić na co dzień;
  • błyszczyk ma bardzo ładny zapach, który przypomina mi malinowe gumy rozpuszczalne  ,,Mamba" (nie czuję tu żadnych ciasteczek;));
  • nawilża usta;
  • nie migruje poza kontur ust.

Wady produktu:
  •  przeciętna trwałość - ok. 1,5 - 2 godziny.
Podsumowując, to bardzo dobry błyszczyk i jak najbardziej mogę go polecić❤️. Moja ocena -> 5/6.


Pozostałe informacje o kosmetyku:
  • cena: około 30 zł,
  • gramatura: 8 g,
  • PAO: 12 miesięcy,
  • dostępność: drogerie internetowe, salony Nyx, Nyx online, Douglas stacjonarnie i online.
Witajcie! :)

Statystyki na moim blogu jasno pokazują, że uwielbiacie czytać o wszystkim, co wychodzi spod szyldu marki Glam-Shop i wysokopółkowych produktach do ust, a więc wychodzę naprzeciw Waszym oczekiwaniom i w jednym wpisie zamieszczę kosmetyki z obu kategorii:). 

Zacznę od turbo pigmentów i tym razem opiszę dla Was Utopię i Top Nude. W kolejce czeka jeszcze: Arcymistrz, Poświata, Magenta, Różowy sorbet, Zyg Zak, Figowiec, Koliber i Pluton. Jak widzicie, ciągle jestem pod wrażeniem tych błyskotek  i w przyszłym roku jeszcze nie jeden raz Wam o nich opowiem;).

Przejdźmy do opisu kolorów i oceny jakości pigmentów:
  • Utopia - zimny fiolet połączony z ciepłym różem z różowymi drobinkami. To jeden z moich ulubionych pigmentów. Jest absolutnie zachwycający!:) Tak jak Globalny Glam, jest niezwykle szlachetnym odcieniem.  Spokojnie można go nosić na co dzień, ponieważ jego blask nie jest oślepiający;). Ma jednolitą strukturę (bez płatków), a więc nie sprawia żadnych problemów podczas rozprowadzania. Podsumowując, mamy do czynienia z pierwszorzędną jakością.
  • Top nude - spośród kilku najjaśniejszych turbo pigmentów Top nude jest według mnie najładniejszy, choć przyznam, że oczekiwałam kolorowej bazy, tak jak sugerowano w filmie - ja tu nie widzę różowo-brzoskwiniowej czy łososiowej podstawy - jest ona raczej cielista, natomiast połyskuje, a raczej skrzy się białym złotem, są tu również seledynowe drobinki, ale widać je dopiero w sztucznym świetle. Top nude, jak przed chwilą wspomniałam, bardzo się iskrzy i ta cecha sprawiła, że pozostał w moim zbiorze (wszedł w miejsce Diamentowego i Błyskotki, których pozbyłam się bez żalu). Ma jednolitą strukturę. Jego jakość oceniam jako najlepszą z możliwych;). Na zdjęciu połączyłam go z matowym ciepłym brązem.

Teraz kolej na jedną z najlepszych matowych pomadek, na jaką kiedykolwiek trafiłam, czyli Matte Shaker od Lancome. Miniaturę podesłała mi Ania http://piekneperfumy.pl/.

Informacja od producenta:

Innowacyjna formuła płynnej pomadki Matte Shaker to odważny, intensywny kolor i niezwykle cienka warstwa produktu. Pomadka  jest niespotykanie komfortowa i nie wysusza ust – ledwie czujesz, że masz ją na sobie, niczym tatuaż. Jest długotrwała i odporna na pocałunki.
Pomadka Matte Shaker w odcieniu 378 Pink Power to długotrwały matowy tint w malinowym odcieniu, który pokrywa usta jednolitym kolorem bez prześwitów.

Dla moich ust jest neutralna, co oznacza, że nie nawilża (kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby reklamować ją jako nawilżającą?;)), ale też nie przesusza. Można dokładać kolor, ale nie widzę takiej potrzeby, ponieważ w ogóle nie ściera się od wewnątrz ust nawet po kilku godzinach noszenia. Nie odbija się na szklankach, jest niewyczuwalna na ustach. Po kilku posiłkach schodzi tylko wierzchnia warstwa, nadal pozostawiając równomiernie zabarwione na malinowo usta. Na tym ostatnim etapie lubię nałożyć błyszczyk w kolorze jasnego cukierkowego różu, żeby uzyskać piękny fuksjowy odcień.

Czy po zużyciu miniatury kupiłabym tę pomadkę w pełnowymiarowym opakowaniu? Tak, ale postawiłabym na inny kolor - 379 Yummy Pink <3.


Pozostałe informacje o kosmetykach:
  • cena: pomadka - 109 zł; turbo pigment - 25 zł
  • gramatura: pomadka - 6,2 g; turbo pigmenty - 1.8 g
  • PAO - pomadka -  12 miesięcy; turbo pigmenty - 12 miesięcy
  • miejsce produkcji: pomadka - Francja; turbo pigmenty - Polska
Witajcie!

Dziś przygotowałam dla Was recenzję Molecule 04 niszowej marki perfumeryjnej Escentric Molecules. Dostałam ten zapach w prezencie od Asi, którą znacie z bloga 1001 pasji. Kiedyś opisałam dla Was Molecule 01, w którym królowała molekuła Iso E Super pachnąca najkrócej mówiąc jak deski sosnowe i... karton;). Czy tym razem będzie równie ekscentrycznie i fascynująco? Zaraz się przekonamy:).

Na początek przytoczę kilka informacji na temat zapachu, które znalazłam na stronie perfumerii Galilu:
Escentric Molecules 04 oddaje hołd futurystycznej świeżości molekuły Javanol o czystym zapachu w typie drzewa sandałowego. Utrzymuje się równie długo jak naturalny odpowiednik, lecz jest czysta jak żaden aromat w przyrodzie. Javanol pod wieloma względami przypomina Iso E Super, molekułę zastosowaną w Escentric Molecules 01. Podobnie jak Iso E Super, na zmianę pojawia się i znika. Tracimy zdolność wyczuwania zapachu na krótko po zastosowaniu go, tylko aby odnaleźć go na sobie później.

Zabawa w chowanego

Potwierdzam, że pojawianie się i znikanie jest wyróżnikiem Molecule 04. Mało tego, perfumy są w tej grze nieobliczalne;). Na etapie oswajania się z nimi może zdarzyć się moment rozczarowania zupełną transparentnością kompozycji. Pomyślicie zapewne, że najwidoczniej jesteście w tej grupie osób, na których one nie pachną. I kiedy pogodzicie się już z tą myślą, nagle zostanie ona unicestwiona przez istną burzę piaskową uderzająca z mocą, którą ośmielę się zestawić z Angelem Muglera. Innym razem będą z kolei brzmiały blisko skóry i ani na moment nie nabiorą rozpędu. Pytanie tylko, cz macie ochotę zmierzyć się z tego rodzaju zapachem?;)

Jeśli między molekułą Jovanol a Iso E Super jest nić pokrewieństwa, to czy Molecule 01 i Molecule 04 pachną podobnie? 

Oba zapachy łączy specyficzna nuta kartonu tudzież papieru, sklepu papierniczego. W pierwszej kompozycji jest ona podana w wersji surowej, jest też mocniej wyeksponowana i podbudowana zapachem desek sosnowych. W Czwórce natomiast schowana jest za - nazwałabym to - akordem balsamicznym, kaszmirową wełną i nutami drzewnymi, wśród których nie czuję akurat sandałowca - prędzej obstawiałabym wetywerię. Do tego wyobraźcie sobie, że perfumy są nad wyraz pyliste, suche  - jednoznacznie wyczuwam w nich pustynne konotacje;).

Jak pachnie w różnych temperaturach?

W okresie jesiennym pachnie tak, jak wspomniałam w poprzednim akapicie, natomiast latem byłam w stanie wyodrębnić w nim dodatkowo cytrusową nutę podbitą słonością, którą czułam wcześniej Le Jardin de Monsier Li marki Hermes, z tymże w Molecule 04 jest ona bardzo dyskretna. Poza tym zapach mocno kojarzył mi się z polną roślinnością, rumiankiem, może nawet sianem.

I co sądzicie? :) Udało mi się Was przekonać do przetestowania Molecule 04? :) Mnie bardziej podoba się Jedynka, ale to nie zmienia faktu, że Czwórka też jest ciekawa.


Pozostałe informacje o perfumach: 
  • cena: 30 ml - 293 zł, 100 ml - 470 zł;
  • przeznaczenie:  zapach na co dzień, dla kobiet i mężczyzn;
  • parametry: trudno określić ze względów, o których wspomniałam w poście;
  • dostępność: wybrane perfumerie niszowe oraz najpopularniejsze perfumerie internetowe.
Witajcie!

Kilka dni przed premierą Kwitnącej Wiśni napisałam na moim Instagramie, że w Glam-Shopie nie pojawiło jeszcze takie zestawienie kolorystyczne cieni, które wstrzeliłoby się w mój gust. W moim codziennym makijażu stawiam przede wszystkim na róż, brąz i fiolet, dlatego kiedy moim oczom ukazała się wspomniana wyżej paleta, wiedziałam, że będzie moja:). Jak najkrócej ją opisać? Zero pstrokacizny - wyłącznie barwy, które podkreślają urodę;).

W grudniu pojawi się kolejna partia tych palet, więc przygotowałam ten wpis dla wszystkich, którzy nie zdążyli kupić Kwitnącej Wiśni na początku października (wyprzedała się w ciągu kilku dni) albo jeszcze się zastanawiają, czy spośród kilku upatrzonych już wcześniej palet warto zainwestować akurat w tę, którą zaprojektowała Agnieszka Janoszka.


Paleta zawiera 5 cieni matowych, 3 metaliczne i 2 turbo pigmenty. Ujął mnie projekt opakowania, nazwa palety, pomysłowe nazwy cieni, przemyślany dobór kolorów. W końcu nie widzę tych wszędobylskich odcieni: niebieskiego, czerni i beżu;).

Przejdźmy do opisu poszczególnych cieni:
  • Śnieżny płatek - matowy cień w kolorze kremowym; do rozjaśniania łuku brwiowego i kącików. Nie spotkałam się dotychczas z tak miękką i aksamitną formułą cienia w tym kolorze. Rozciera się pod brwiami niczym płynny korektor. Ideał <3;
  • Rumieniec wiosny - pastelowy brzoskwiniowy kolor o matowym wykończeniu;
  • Kwitnący róż - matowy nasycony róż, któremu niewiele brakuje do fuksji;);
  • Zwinięty pąk - matowy średni chłodny brąz; długo szukałam porządnego kawowego cienia i w końcu znalazłam;);
  • Kora Wiśniowa - matowy wiśniowy brąz; świetny w roli eyelinera i do podkreślania dolnej linii rzęs;
  • Pośród lampionów - turbo pigment podobny do Top Nude i Diamentowego, ale tym razem mieni się na różowo, a nie na seledynowo;);
  • Delikatność natury - metaliczny brzoskwiniowy z różową i złotą poświatą. Cechuje się dość stonowanym błyskiem jak na to wykończenie, ale nie uważam, że jest to wada;
  • Wodne odbicie - turbo pigment w kolorze średniego różu na czerwonej podstawie;
  • Pień w słońcu - metaliczny jasny srebrny brąz z nutą różu. Cechuje się dość stonowanym błyskiem jak na ten rodzaj wykończenia;
  • Niesiony wiatrem - cień na pograniczu wykończenia satynowego i metalicznego. To bardzo odważny fiolet. Nie udźwignęłabym go solo, dlatego podkreślam nim dolną i górną linię rzęs albo rozjaśniam go, nakładając na środek powieki turbo pigment Pośród lampionów;). Tak też zrobiłam na poniższych zdjęciach:). Nakładałam go pacynką, bo ma dość specyficzną zbitą (jakby gumową?) konsystencję, która niekoniecznie może chcieć współpracować z pędzlem. Mimo wszystko na oczach prezentuje się najlepiej spośród wszystkich trzech metalików.
Mocne strony palety: 
  • miałam kilka pojedynczych cieni z Glam-Shopu, ale nie trafiłam na jakość i formułę zbliżoną do tego, co zaproponowała Agnieszka. Rzeczywiście dorównują do poziomu, jaki wyznaczyła marka Make up Geek ❤️❤️❤️;
  • unikatowe, przepiękne odcienie turbo pigmentów, w których nie dostrzegam absolutnie żadnych wad;
  • matowe cienie rozcierają się jak marzenie. Można  budować intensywność koloru, doskonale łączą się ze sobą, jak również z cieniami połyskującymi;
  • kolorystyka została skomponowała z niezwykłym wyczuciem estetycznym.  Intuicyjnie wiem, co z czym połączyć. Mając ją przed oczami aż chce się eksperymentować;
  • moje subiektywne podium wyglądałoby w następujący sposób: 1. miejsce -> Niesiony wiatrem, 2. miejsce -> na równi dwa turbo pigmenty; 3. miejsce -> na równi: Śnieżny płatek, Kwitnący róż, Zwinięty pąk;
  • jakość palety zdecydowanie przewyższa jej cenę.
Słabe strony palety:
  • dwa metaliczne cienie: Pień w słońcu oraz Delikatność natury nie będą korzystnie wyglądać na dojrzałej powiece, ponieważ mają tendencję do podkreślania zmarszczek na bazie pod cienie. Najlepiej nakładać je na korektor
  • wszystkie matowe cienie i dwa o wykończeniu metalicznym (Pień w słońcu, Delikatność natury), mimo rewelacyjnej jakości, pylą się. Mi to nie przeszkadza, ale wiem, że na ogół zalicza się tę właściwość do wad, więc powyższa informacja znalazła się w tej sekcji;). 
Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule wpisu, uważam, że warto kupić tę paletę. Moja ocena będzie zatem wysoka ->5+/6:).

Pozostałe informacje o produkcie:
  • cena: 119 zł + koszt wysyłki
  • gramatura: 18 g
  • PAO: 12 miesięcy
  • miejsce produkcji: Polska
Witajcie!

Dzisiaj napiszę o podkładzie, sypkim pudrze rozświetlającym i płynnym rozświetlaczu marki Max Factor. Niestety nie będzie zachwytów, bo nie ma za bardzo ku temu powodów. Oczekiwałam rozświetlenia subtelnego, mogło być nawet intensywne, ale w eleganckim wydaniu, czyli bez brokatu. W tych kosmetykach nagromadzono go w ponadstandardowym stężeniu i do tego jeszcze zaproponowano nam go we wszystkich kolorach tęczy;). Oferta drogeryjna może się poszczycić dobrą jakością produktów rozświetlających, dlatego tym bardziej jestem zaskoczona, że pomysłodawcy tych formulacji nie nadążają za aktualnymi trendami i  preferencjami konsumentów.
Przejdźmy do opisu poszczególnych kosmetyków:
  • podkład Radiant Lift - producent informuje, że podkład zapewnia unikalne świetliste wykończenie, z czym nie mogę się zgodzić. Uważam, że drobinki w złotym kolorze, którym naprawdę niewiele brakuje, żeby nazwać je brokatem, dosypane do długotrwałego podkładu o wykończeniu satynowym to jeszcze za mało, żeby określać go mianem rozświetlającego/świetlistego. Chyba że chodziło o to, że już po godzinie cera nadmiernie wydziela sebum i wygląda nieestetycznie. Podkład ,,oddziela się" od skóry, uwydatnia rozszerzone pory i jest widoczny m.in. za sprawą wytrącającej się substancji przypominającej mąkę, o czym wspomniała również na stronie Max Factor recenzentka o imieniu Ewelina -> https://www.maxfactor.com/pl-pl/face/foundation/radiant-lift-foundation#reviews. Podkład kryje na poziomie średnim w kierunku pełnego. Powracając do drobinek, widać je w słoneczny dzień, jak również w sztucznym świetle. Na twarzy wygląda to w ten sposób, jakbym celowo zmieszała go ze złotym pigmentem do powiek, dlatego też uważam, że wykończenie jest tandetne. Dla porównania, w podkładzie True Match od L'Oreal jest zatopiony złoty opalizujący pył, który na twarzy jest widoczny wyłącznie w pełnym słońcu i to w bardzo subtelny sposób. Dawny Teint Miracle Lancome miał w składzie pigmenty perłowe, które nadawały skórze niesamowity efekt rozświetlenia bez ani j e d n e j widocznej drobinki. Moja ocena -> 1/6.
  • puder rozświetlający Miracle Veil - puder, który docelowo nakładamy na całą twarz, ewentualnie w strefie T naprawdę musi być nafaszerowany: czerwonymi, seledynowymi i różowymi drobinkami w tak obfitej ilości? Tyle o samym produkcie, bo jakby nastąpiła dyskwalifikacja już na starcie;). Nie odważyłam się wyjść w makijażu utrwalonym tym pudrem. W warunkach domowych też długo nie wytrzymał;). Można go wykorzystać do rozświetlania ciała lub jako cień do powiek i tylko dlatego podwyższyłam mu ocenę -> 2+/6.
  • rozświetlacz w płynie Miracle Glow - ma przyjemny ogórkowo-cytrusowy zapach. Jest to gęsty metaliczny rozświetlacz z multikolorowymi drobinkami, których na szczęście nie widać na skórze - dostrzegłam tylko te złote, ale ich nagromadzenie na skórze jest raczej do zaakceptowania. Nakładałam go swoim ulubionym pędzlem  do rozświetlacza, czyli modelem 960S marki Bdellium Tools (profesjonalna linia Studio). Kosmetyk nie podkreśla nadmiernie drobnych zmarszczek. Niestety nie nadaje się do rozświetlania twarzy metodą strobingu, ponieważ mocno uwydatnicie sobie rozszerzone pory. Uwaga! Po zużyciu połowy produktu pojawiły się problemy z aplikacją i właściwościami. Przy rozprowadzaniu rozświetlacz rolował się i tworzył grudki. Finalnie skóra wyglądała tak, jakby była pokryta strupami.  Muszę jeszcze wspomnieć o tym, że od samego początku odczuwałam szczypanie skóry tuż po nałożeniu kosmetyku. Mimo wszystko genialnie za to spisuje się latem do nabłyszczania ciała po uprzednim zmieszaniu z balsamem i do tego celu jak najbardziej mogę go polecić. Mając porównanie do trzech innych płynnych rozświetlaczy oceniam go w następujący sposób -> 2+/6.

Pozostałe informacje o produktach:
  • cena: podkład - od 38 zł do 67 zł;  puder - od 46 zł do 73 zł; rozświetlacz - od 35 zł do 59 zł (do tych najniższych cen, które oferują drogerie internetowe doliczyłam koszt wysyłki);
  • pojemność/gramatura: podkład - 30 ml; puder - 4 g; rozświetlacz - 15 ml;
  • PAO: podkład - 24 miesiące; puder - 12 miesięcy; rozświetlacz - 24 miesiące;
  • dostępność: drogerie internetowe i stacjonarne;
  • miejsce produkcji: podkład - UK, puder - Polska; rozświetlacz - Monako.
Witajcie! :)

Mój upatrzony od dawna zestaw miniaturek bestsellerów Annabelle Minerals za każdym razem wyprzedaje się błyskawicznie i nigdy nie mogę zdążyć z zakupem, więc postanowiłam poszukać czegoś podobnego w ofercie innej mineralnej marki. Tak właśnie trafiłam na Ikor i jej zestaw testowy Pure Colors, który można skomponować według własnego uznania.

Niestety na stronie sklepu brak dokładnych opisów kolorów i wykończeń, dlatego wybierałam poszczególne produkty na podstawie załączonych przez markę zdjęć.



Zdecydowałam się na 3 pigmenty do powiek (47 zł za pełnowymiarowe opakowanie), 2 rozświetlacze (90 zł za pełnowymiarowe opakowanie) i 4 róże do policzków (85 zł za pełnowymiarowe opakowanie). Na moją ocenę danego kosmetyku składają się: oryginalność koloru, zgodność koloru ze zdjęciem na stronie, trwałość, osypywanie, jak również stosunek jakości do ceny produktu:
  • pigment #15 Pink Silver - intensywnie połyskująca srebrzysta biel. Minimalnie osypuje się w trakcie nakładania, trwałość bez zarzutu. Najlepszy produkt z całego zestawu <3. Moja ocena -> 4+/6.
  • pigment #32 Sunburn Bronze - jasny brzoskwiniowy brąz z drobinkami o wykończeniu metalicznym.  Minimalnie osypuje się w trakcie nakładania, trwałość bez zarzutu. Moja ocena -> 4/6.
  • pigment #46 Oyster Pink - w słoiczku pyłek ma przepiękny kolor cukierkowego różu, a na powiekach widzę tylko delikatnie błyszczący jasny perłowy kolor. Nie widzę w nim nic szczególnego. Moja ocena -> 2/6.
  • rozświetlacz #H41 - żółte złoto. Bardzo dobrze się rozciera, można uzyskać efekt  tafli połączonej z drobinkami. Na początku wygląda na skórze gładko, po jakimś czasie uwydatnia zmarszczki. Moja ocena -> 2/6.
  • rozświetlacz #H47 - jasne złoto; bardzo dobrze się rozciera, można uzyskać efekt  tafli połączonej z drobinkami; na początku wygląda gładko, po jakimś czasie uwydatnia załamania skóry. Moja ocena -> 2/6.
  • róż #1 Pretty n'Pink  - bardzo jasny zmrożony róż o wykończeniu perłowym z milionem drobinek. Żeby  uzyskać na policzkach różowy kolor trzeba nałożyć bardzo dużo produktu. Uzyskany efekt? Rozszerzone pory widoczne z daleka, policzki wyglądają tak, jakbym obsypała się brokatem. Bardzo trudno się go rozciera, na skórze tworzą się plamy. Moja ocena -> 1/6.
  • róż #2 Pink Mist - jasny pudrowy róż o perłowym wykończeniu i oczywiście z ogromem drobinek. Wady identyczne, jak wyżej. Moja ocena -> 1/6.
  • róż #24 Star Light - intensywny róż z nutą fioletu o wykończeniu perłowym/metalicznym z drobinkami. Cudowny jako cień do powiek, w swojej roli natomiast  katastrofa. Moja ocena -> 2/6.
  • róż #25 Flame - czerwony róż o wykończeniu satynowym z drobinkami. Trudno się go rozciera, a zaznaczam, że do takich problematycznych kosmetyków mam odpowiednie pędzle. Mimo wszystko problem i tak zaistniał;). Moja ocena -> 2/6.
Podsumowując, Ikor ma całkiem dobre pigmenty do powiek, aczkolwiek za tę cenę wolałabym  dwa pigmenty w niespotykanych i wielowymiarowych kolorach z innych firm. Nie polecam natomiast rozświetlaczy i o zgrozo nafaszerowanych drobinkami perłowo-metalicznych różów, które w pełnym słońcu wyglądają na skórze tak, jakbym nałożyła na nie błyszczący pigment do powiek...:/.

Poniżej zamieszczam zdjęcie makijażu wybranymi kosmetykami Ikor. Jest tu ulubiony pigment #15 Pink Silver i nieudany róż #1 Pretty n'Pink:


Pozostałe informacje o pudełku:
  • cena - 40 zł (wliczyłam koszt wysyłki)
  • dostępność - na stronie marki Ikor
Witajcie! :)

Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie sześciu zapachów, które z powodzeniem można nosić również jesienią. Jeśli zatem myślicie o powiększeniu kolekcji perfum, być może zainspiruję Was tym wpisem do testów, które zaowocują nowym flakonikiem;). Jak zwykle będę pisać również o perfumach, które nie wpisały się w mój gust, ale jako że uznałam, że są warte uwagi, zdecydowałam się trochę o nich opowiedzieć:).

Perfumy marek WidianJovoi Paris to gorące nowości minionego lata, natomiast  propozycje Casamorati, Shay&Blue London i L'Artisan Parfumeur są z nami już na rynku od kilku lat. 


Przejdźmy do opisu poszczególnych kompozycji:
  • Widian, New York - kategoria orientalno-drzewna; skład perfum jest bardzo złożony, ale nie będę go przepisywać ze strony producenta, ponieważ na mojej skórze ujawnia się coś zupełnie innego;). Czuję malinową watę cukrową doprawioną dymem i nutami drzewnymi. Jeśli cenicie perfumy La Vie Est Belle czy Valentino Donna i chciałybyście poznać aromat w podobnym stylu, który cechuje się ognistym temperamentem, pamiętajcie, by przetestować New York;) [parametry: projekcja duża, trwałość wielogodzinna; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje nieformalne; raczej dla kobiet].
  • Jovoy Paris, Touche Finale kategoria kwiatowa; czysty białokwiatowy zapach z dodatkiem słodkiego migdałowego pudru. Podobny do Pure eVe The Different Company, ale w tym jest zdecydowanie więcej pudru. Dla  mnie w standardowej ilości jest migrenogenny, więc, żeby móc go dla Was przetestować, musiałam ograniczyć aplikację do jednokrotnego psiknięcia. Znajdziemy w jego składzie m.in.: mimozę, drewno sandałowe, heliotrop, liść fiołka, białe piżmo, jaśmin. Dla miłośniczek tej kategorii perfum, Touche Finale będzie idealnym zapachem do tzw. białej koszuli [parametry: projekcja przeciętna, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje formalne i nieformalne; raczej dla kobiet]
  • Casamorati, Dolce Amalfi  - kategoria orientalna; przepiękny  goździkowo-balsamiczny zapach, którego tłem jest herbata z plasterkiem pigwy osłodzona domowej roboty syropem waniliowym.  W całej kompozycji znaczącą rolę odgrywa kadzidło, choć jest ono dosyć przystępne. Co ciekawe, mimo solidnej porcji przypraw, odbieram Dolce Amalfi jako zapach wilgotny. Wspaniale będzie emanował ze skóry w mroźne dni <3 [parametry: projekcja duża, trwałość wielogodzinna; przeznaczenie: zapach zarówno na dzień, jak i na wieczór, okazje nieformalne; dla kobiet i mężczyzn].
  • Shay &Blue London, Dandelion Fig - kategoria aromatyczno-zielona; teraz czuję w nim głównie trawę cytrynową połączoną z uwielbianym przeze mnie jałowcem (PS. gdybym miała kiedyś stworzyć własne perfumy, ten składnik znalazłby się w nich na 100%;)). Pamiętam, że w upalne dni kompozycja uwalniała jeszcze cierpkie nuty, które pachniały jak bergamotka i skórka cytryny. Ta konfiguracja  ściśle wiązała Dandelion Fig z najpiękniejszym zapachem z serii Acqua Allegoria Guerlain, czyli Mandarine&Basilic). To jest ta sama cytrusowo-zielona świeżość w eleganckim wydaniu [parametry: projekcja przeciętna, trwałość ok. 4-6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje nieformalne; dla kobiet i mężczyzn].
  • L'Artisan Parfumeur, Natura Fabularis 9 Arcana Rosa - kategoria drzewna; w otwarciu bardzo kojarzy mi się z dynamicznym Salim Bagh 1619 Tabacora Parfums. Na tym etapie nie umiałabym odróżnić obu kompozycji. Wraz z rozwojem zapachu na skórze pojawiają się różnice: Arcana Rosa brzmi blisko skóry, róża jest tu trochę słodsza, ale wraz z każdą upływająca minutą niknie, ustępując miejsca wyłącznie drzewnym i ziemistym nutom: mech dębowy (?) i wetyweria. Jestem zdziwiona, że w nazwie perfum jest róża, bo nie o niej jest ta historia;) [parametry: projekcja słaba, trwałość słaba - ok. 2-3 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje nieformalne; dla kobiet i mężczyzn].
  • L'Artisan  Parfumeur, Natura Fabularis 32 Venenum - kategoria orientalno-waniliowa; czy to jest zapach śniadania? :) Zajrzałam do składu, po czym totalnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ponieważ jest tu m.in.: chleb, ryż, herbata Masala Chai (indyjska tradycyjna herbata z mlekiem i przyprawami: cynamonem, gałką muszkatołową, pieprzem, goździkami, imbirem, kardamonem) oraz drewno sandałowe. Zapach jest ekscytujący ze względu na to, jak współistnieją w nim akordy słodkie, kremowe z pikantnymi zahaczającymi o kolońskie brzmienie. Oczekiwałabym, żeby prym przejęły te pierwsze, ale same dobrze wiecie jak pachnie w restauracjach indyjskich i jak smakuje większość tych potraw i napojów - przyprawy górują i absolutnie nie pozwolą się stłamsić;) [parametry: projekcja przeciętna, trwałość ok.4-6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje nieformalne; dla kobiet i mężczyzn].
Podsumowując, najbardziej spodobały mi się zapachy: New York, Dolce Amalfi oraz Dandelion Fig. Czy byłabym skłonna kupić któryś z nich w pełnowymiarowym flakonie? Chyba najbardziej kusi mnie Dandelion Fig - takich orzeźwiających zapachów nigdy za wiele:).

Pozostałe informacje o perfumach:
  • cena:  
New York - 975 zł za 50 ml;
Touche Finale - 555 zł za 100 ml;
Dolce Amalfi - 375 zł za 30 ml i 1095 zł za 100 ml;
Dandelion Fig £55 za 100 ml, £30 za 30 ml,
Arcana Rosa - £155 za 75 ml
Venenum - £155 za 75 ml

  • dostępność: 
w perfumerii Quality Missala - New York, Touche Finale, Dolce Amalfi,
na stronie Shay&Blue - Dandelion Fig,
na stronie L'Artisan Parfumeur - Arcana Rosa, Venenum


*źródło zdjęć:
- flakonTouche Finale -> http://blog.missala.pl/recenzje/jovoy-touche-finale-ostateczne-pociagniecie-pedzla/
- pozostałe flakony ze strony Fragrantica.pl