Najnowsze wpisy

Witajcie! :)

W kwietniu najczęściej odwiedzaliście mojego bloga, żeby zapoznać się z recenzjami kosmetyków Max Factor, dlatego  po raz kolejny postanowiłam wybrać dla Was jakąś nowość marki. Tym razem padło na maskarę False Lash Effect Deep Raven Black w pięknie zdobionym opakowaniu. Projekt graficzny oddaje kształt i kolor piór kruka. Trzeba przyznać, że wizualnie cieszy oko, ale czy potrafi je też spektakularnie podkreślić?:)

O zakupie zdecydowała po prostu ciekawość -  chciałam  sprawdzić, czy ta wersja okaże się lepsza od bezkonkurencyjnego tuszu marki, czyli podstawowej wersji False Lash Effect. W drogeriach internetowych (nie kupuję maskar stacjonarnie, bo uważam, że są one otwierane na potęgę) cena jest dość wysoka, bowiem kształtuje się w przedziale 38 zł - 63 zł +koszt wysyłki, także myślę, że warto przed zakupem zasięgnąć opinii zaufanych osób w sieci;).

Informacja od producenta:

Tusz do rzęs Max Factor False Lash Raven Black w kilka chwil pozwoli Ci osiągnąć efekt sztucznych rzęs! Ten cieszący się olbrzymią popularnością tusz pogrubiający zawiera wyjątkowo bogate i nasycone pigmenty, dzięki czemu rzęsy są jeszcze bardziej czarne i świetliste. Za sprawą płynnej formuły nadaje rzęsom niesamowitą objętość, a precyzyjna szczoteczka pozwala dotrzeć do każdej rzęsy, dzięki czemu możesz tworzyć nawet najśmielsze looki. [źródło ->https://www.maxfactor.com/pl-pl/eyes/mascara/false-lash-effect-raven-mascara].
  • Natychmiastowe zwiększenie objętości i intensywnie czarny kolor,
  • Formuła zapobiegająca powstawaniu grudek,
  • Tusz wzbogacony prowitaminą B5,
  • To maskara, która pozwala osiągnąć oszałamiający efekt sztucznych rzęs,
  • Dzięki bogatszym i bardziej nasyconym pigmentom możesz tworzyć jeszcze bardziej spektakularny look.

Moje spostrzeżenia

Pamiętam, że gdy po raz pierwszy użyłam klasycznej wersji, byłam pod ogromnym wrażeniem tego, co  zrobiła z moimi rzęsami, ponieważ efekt sztucznych, ale nie karykaturalnych rzęs uzyskałam przy minimalnym wysiłku i minimalnej dbałości o precyzję.  Tutaj niestety nie uzyskałam spektakularnego podkreślenia, pojawiły się również trudności natury technicznej.

Tak duża różnica między obiema maskarami spowodowana jest zarówno budową szczoteczki (na pozór silikonowe ,,maczugi" są identyczne), jak również formulacją tuszu.  

Przechodząc do rzeczy, w Raven Black igiełki są trochę krótsze, dlatego wnioskuję, że przez to nie jestem w stanie wydłużyć i unieść wysoko moich rzęs. Poza tym szczoteczka nabiera bardzo dużo tuszu (zostaje go zbyt dużo nawet po ściągnięciu nadwyżki na brzeg otworu opakowania), w związku z czym nie uda się go estetycznie rozłożyć na włoskach, nie wspomagając się inną czystą szczoteczką, którą np. pozostawiłyśmy sobie po ulubionym egzemplarzu;). Nie da się też dołożyć kolejnej warstwy, aby wzmocnić pogrubienie rzęs, ponieważ znowu trzeba sięgnąć po drugą szczotkę, żeby m.in. pozbyć się grudek. Nie zgadzam się więc ze stwierdzeniem, że jest to formuła zapobiegająca powstawaniu grudek.

Kiedy mam już za sobą wysiłek związany z aplikacją tuszu i poświęcenie kilku dodatkowych minut na uzyskanie zadowalającego efektu, mogę skupić się na pozostałych aspektach, czyli komforcie noszenia i trwałości. W tej kwestii nie mam żadnych uwag: nie czuć go na rzęsach,nie kruszy się i osypuje pod oczami.

Podsumowując,  klasyczna wersja False Lash Effect jest ewidentnie lepsza i tańsza (moja ocena --->6/6). Raven Black wypada na jej tle niezbyt korzystnie (moja ocena --->3/6).


Pozostałe informacje o produkcie:
  • cena: od 38 zł do 63 zł w zależności od miejsca zakupu +koszt wysyłki
  • pojemność: 13.1 ml
  • PAO: 12 miesięcy
  • dostępność: m.in. drogerie internetowe
  • miejsce produkcji: Anglia
Witajcie!


Dzisiaj zapraszam na drugą część wpisu na temat mojej pielęgnacji i tym razem będzie ona dotyczyła rutyny wieczornej. W kwietniu odbudowywałam płaszcz hydrolipidowy skóry, więc korzystałam z innej konfiguracji kosmetyków niż teraz, dlatego opiszę dwa zestawy.

Kilka produktów będzie przewijać się w moich przyszłych schematach pielęgnacji, a więc do końca roku, natomiast z częścią z nich na jakiś czas się rozstanę, żeby móc sprawdzić na swojej skórze inne, które od dawna znajdują się na mojej liście;). Na pewno na stałe zostaje olejek SVR, skwalan z trzciny cukrowej Ministerstwa Dobrego Mydła, krem regenerujący Epitheliale A. H Duo A-Dermy, a  miejsce pozostałych zajmą nowe preparaty;).

Demakijaż

  • SVR, Topialyse Huile Lavante, olejek micelarny do mycia i kąpieli (cena: 50 zł za pojemność 400 ml)Składniki aktywne: uwodorowiony olejek rycynowy, olej bawełniany, kwasy omega 3,6,9, nutritive complex, niacynamid, cukier prebiotyczny. Przewidywane działanie: do mycia do skóry suchej i atopowej, uzupełnia lipidy, działa przeciwświądowo.
Moja opinia o kosmetyku:
Olejek do mycia ciała, ale w tym przypadku nic nie stoi na przeszkodzie, by zmywać nim makijaż. Postępujemy tak samo jak z  żelem do twarzy. Niezbyt tłusta formuła przypomina bardziej  mix żelu i olejku. Jeśli do tej pory zmywałyście podkład i makijaż oczu olejem, ale przeszkadzała Wam tzw. mgła, którą pozostawiał, to tutaj tego nie uświadczycie;). Doskonale oczyszcza, przy czym jest bardzo łagodny dla skóry. Żałuję, że nie wzięłam go w litrowej pojemności, która po prostu bardziej się opłaca (63 zł w aptekach internetowych). Drugi raz tego błędu nie zrobię;). Ten olejek jest jednym z moich największych odkryć ostatnich miesięcy i już teraz wrzucam go do roboczego wpisu z Perłami roku 2020;). PS. Kosmetyk ma bardzo ładny, nieco orientalno-kwiatowy aromat, choć wiadomo - lepiej by było, gdy formuła była bezzapachowa.

Tonizowanie

  • Fitomed, Lukrecja gładka, tonik ziołowy nawilżający do cery suchej i wrażliwej.  Napisałam o nim w poście zatytułowanym: Moja poranna pielęgnacja wiosną.

Wzmacnianie bariery hydrolipidowej skóry

Na przełomie marca i kwietnia odbudowywałam płaszcz hydrolipidowy skóry, a więc nakładałam kosmetyki w trochę innej kolejności niż zwykle. Działałam wedle następującego schematu: olej+serum+odżywczy krem lipidowy.
Kilka kropelek skwalanu z trzciny cukrowej Ministerstwa Dobrego Mydła (38 zł za 30 ml) bądź oleju z opuncji figowej (65 zł za 15 ml) stanowiło pierwszą warstwę na skórze, potem aplikowałam koncentrat regenerujący z bardzo wysokim stężeniem witaminy E, czyli LiQ CE Serum night 15% Vitamin E Mask z Liqpharm (ok. 60 zł za 30 ml), po czym całość przykrywałam odżywczym kremem lipidowym z Ziai (12 zł za 50 ml).

O pierwszych dwóch kosmetykach pisałam już kilka razy na blogu, więc odsyłam do tych wpisów, a jeśli chodzi o krem z Ziai, to jest to moje trzecie opakowanie i raczej ostatnie, ale nie dlatego, że się nie sprawdził  - po prostu chciałabym przetestować kremy lipidowe, które mają bogatszy skład i nie będą zawierały parafiny.

Teraz, gdy nie mam już problemów ze ściągnięciem, zaczerwieniem, swędzeniem skóry  najpierw nakładam serum Liq Ce, po czym przykrywam je skwalanem z trzciny cukrowej. Ten duet genialnie nawilża, regeneruje, łagodzi skórę, a także rozprasowuje drobne zmarszczki ❤️.

Pielęgnacja skóry pod oczami

  • koncentrat regenerujący z witaminą E LiQ CE Serum night 15% Vitamin E Mask z Liqpharm,
  • Ministerstwo Dobrego Mydła, olej z opuncji figowej. Napisałam o nim w poście zatytułowanym: Moja poranna pielęgnacja wiosną.
Pod oczy nakładam dwa wyżej wymienione kosmetyki w kolejności, w której je wyszczególniłam. Na moim blogu nie przeczytacie już o kremach przeznaczonych pod oczy, ponieważ przekonały mnie argumenty specjalistów, by tego nie robić. Będą za to inne, ciekawsze i skuteczniejsze rozwiązania;).

Napiszcie w komentarzach o swoich odkryciach pielęgnacyjnych tego roku:).

Witajcie! :)

Chciałabym od tej pory pisać o kosmetykach do pielęgnacji twarzy w zbiorczych postach. Będą dotyczyły mojej pielęgnacji z podziałem na rutynę dzienną i wieczorną w danej porze roku, także spodziewajcie się ośmiu tego typu postów w roku:).

Zacznę od tego, że jeszcze rok temu nie umiałabym dobrze skomponować pielęgnacji dziennej i wieczornej, dlatego od kilku miesięcy wiedzę na ten temat czerpię z książek i od osób, które naprawdę się na tym znają ---> blog, instagram 1001 pasji oraz blog, instagram kosmostolog.pl, a także rewelacyjny kanał na youtube - Skin Ekspert, który odkryłam miesiąc temu. 

Nie mając odpowiedniej wiedzy m.in. na temat budowy i fizjologii skóry, łączenia składników aktywnych, doboru odpowiednich stężeń i rodzaju produktu na początek kuracji przeciwzmarszczkowej, sposobu nakładania kosmetyków, częstotliwości wykonywania danej czynności można sobie tylko zaszkodzić. Kolejną kwestią jest to, że wiele promowanych produktów, zabiegów, gadżetów i akcesoriów nie są naszej skórze w ogóle potrzebne, a wręcz w dłuższej perspektywie czasowej uczynią na jej powierzchni spustoszenie. Ja np. doprowadziłam do naruszenia płaszcza hydrolipidowego skóry (odbudowywałam go przez miesiąc kosmetykami, które wybrałam do pielęgnacji wieczornej - napiszę o tym w kolejnym poście ). Tak na marginesie, mam wrażenie, że o skutkach naruszeniu płaszcza lipidowego mówi się i pisze zdecydowanie za mało, a jak bardzo ważny jest to temat, dowiecie się na pewno u osób, które wymieniłam w poprzednim akapicie;).

Na poniższym zdjęciu przedstawiam kosmetyki, których używam codziennie rano. Nie umieściłam tu filtrów, peelingów i maseczek, bo sięgam po nie od czasu do czasu, aczkolwiek postaram się wspomnieć o tych produktach przy okazji kolejnych wpisów z tej serii.


Mycie twarzy

  • Tołpa, Dermo Face, Physio. Microbiom. Łagodny żel micelarny do mycia twarzy i oczu (cena: 25 zł za pojemność 195 ml). Składniki aktywne: torf tołpa, probiotyk–Repair Complex CLR PF, głęboko nawilżające: pochodna mocznika, hialuronian sodu i gliceryna. Przewidywane działanieusuwa zanieczyszczenia i makijaż w pełni respektując barierę ochronną skóry. Wspiera mikrobiom, dzięki czemu łagodzi podrażnienia, zmniejsza reaktywność i wrażliwość skóry. Zatrzymuje wodę w naskórku i redukuje jej utratę. Pozostawia skórę odświeżoną i dokładnie oczyszczoną.

Moja opinia o kosmetyku:
Od razu napiszę, że producent zagalopował się z tym usuwaniem makijażu. Według mnie żel nadaje się wyłącznie do porannego mycia twarzy (i tylko do tego celu go kupiłam), kiedy potrzebujemy czymś nieinwazyjnym zmyć pozostałości po nocnej pielęgnacji. Jest dokładnie taki, jak wskazuje jego nazwa, czyli łagodny, a więc nie odczuwam po osuszeniu twarzy napięcia ani ściągnięcia skóry, wręcz przeciwnie - moja cera jest nawilżona. Na pewno wrócę jeszcze do tego produktu.

Tonizowanie

  • Fitomed, Lukrecja gładka, tonik ziołowy nawilżający do cery suchej i wrażliwej (cena: 15 zł za pojemność 200 ml). Składniki aktywne:  wyciąg ziołowy z lukrecji, prawoślazu, owsa, pantenol, alantoina. Przewidywane działanie: dobrze nawilża naskórek, nie traci składników mineralnych, jest gładki, napięty i ma zdrowy połysk. Tonik ma działanie nawilżające, wygładzające, osłaniające i łagodzące. Po zastosowaniu toniku skóra jest ujędrniona, nabiera zdrowego połysku.
Moja opinia o kosmetyku:
Tonik przeszedł zmianę składu (poprzednia wersja w przezroczystej butelce pozostawiała delikatnie lepką warstwę na skórze). To jest bardzo dobry kosmetyk. Właściwie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zgodzić się ze wszystkim, o czym napisał producent. PS. Pamiętajcie, by aplikować toniki wklepując je w skórę i nie korzystać przy tym z płatków kosmetycznych. Czy wrócę do tego produktu? Raczej tak:). 

Nawilżanie

  • A-Derma, Epitheliale A. H Duo krem regenerujący (cena: 70 zł za pojemność 100 ml). Składniki aktywne: ekstrakt z młodych pędów owsa Rhealba, dwupeptyd aminokwasów L-alaniny, L-glutaminy, kwas hialuronowy. Przewidywane działanie: krem regenerujący górne warstwy skóry. Ma podwójne działanie dzięki składnikowi aktywnemu - Cicahyalumide, który: przyczynia się do przyspieszenia regeneracji skóry oraz wspomaga redukcję zmian na skórze. Niewidoczna, nieklejąca się formuła, wzbogacona w składniki nawilżające. Pozostawia skórę elastyczną, miękką i nawilżoną. Natychmiast łagodzi skórę.
Moja opinia o kosmetyku: 
Pisałam o nim kiedyś na blogu, dlatego teraz zwięźle opiszę jego właściwości i działanie. Ten bogaty, ale nie ciężki w formule krem doskonale nawilża i regeneruje skórę. Błyskawicznie łagodzi zaczerwienienia i swędzenie skóry. Świetnie sprawdza się też jako baza pod makijaż. Jako że jest niezbędnikiem w mojej codziennej pielęgnacji, kupuję go w największej pojemności.

Pielęgnacja skóry pod oczami

  • Ministerstwo Dobrego Mydła, olej z opuncji figowej (cena: 65 zł za pojemność 15 ml) - Składniki aktywne: fitosterole, witamina E w postacie gamma tokoferolu, kwasy Omega 6 Przewidywane działanie: intensywnie regeneruje i przywraca nawilżenie skórze suchej i podrażnionej. Posiada wyjątkowe właściwości immunostymulujące - wspomaga układ odpornościowy skóry, czyniąc ją mniej podatną na wpływ czynników zewnętrznych. Wspomaga gojenie, łagodzi podrażnienia i stany zapalne, pomaga w odbudowywaniu i uelastycznianiu naskórka. Łagodzi pracę gruczołów łojowych i posiada właściwości antybakteryjne - sprawdza się więc w pielęgnacji skóry tłustej, problematycznej i trądzikowej. Działa antyoksydacyjnie i wygładzająco, stanowiąc naturalną broń do walki ze zmarszczkami.
Moja opinia o kosmetyku:
Od kilku lat czytam o cudownych właściwościach oleju z opuncji figowej i w końcu postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście jest taki fenomenalny jak zwykło się o nim pisać;). Zależało mi na oleju wysokiej jakości, czyli czystym (bez dodatków), tłoczonym na zimno i nierafinowanym. Znalazłam taki na stronie Ministerstwa Dobrego Mydła. Opisywany jest jako naturalny botoks, ale według mojej wiedzy on jedynie zatrzymuje nawilżenie w skórze i przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, nie oddziałuje natomiast na już istniejące. Najczęściej stosuję go na skórę wokół oczu (wystarczy jedna kropelka) rano i wieczorem.  Wchłania się do aksamitnego matu, także jeśli macie ochotę zastosować go na całą twarz, to wystarczą 3 kropelki i śmiało można nakładać podkład;). Nie za bardzo podoba mi się jego aromat (kojarzy się trochę z zapachem oleju po usmażeniu frytek), ale da się go zaakceptować;). Na pewno wrócę do oleju z opuncji figowej, ponieważ znalazł u mnie kolejne zastosowanie: nałożony na całą twarz na noc w odpowiedniej kolejności z serum i kremem lipidowym uszczelnia barierę naskórkową, ale o tym innym razem;).



Witajcie!

Na samym wstępie napiszę, że dotychczas żaden podkład Bourjois nie sprostał moim oczekiwaniom, ponieważ każdy z nich całkowicie ścierał się z mojej twarzy po upływie dwóch godzin, pozostawiając skórę nieestetycznie błyszczącą.

Gdy zauważyłam, że marka wprowadziła do oferty nowy podkład o nazwie Always Fabulous, nie ekscytowałam się i raczej nie planowałam go przetestować. Ostatecznie zmieniłam zdanie po przeczytaniu dwóch recenzji;).

W internecie można go dostać za ok. 40 zł + koszt wysyłki, więc jeśli zastanawiacie się nad nim, to warto skorzystać z tej opcji, ponieważ stacjonarnie osiąga zadziwiająco wysoką cenę jak na półkę drogeryjną - musimy nastawić się na kwotę aż 72 zł...

Kolor, konsystencja, zapach, krycie, trwałość

210 Vanilla będzie korzystnym kolorem dla ciemniejszych karnacji na okres wiosenno-letni. Przeważają w nim żółte pigmenty, ale można też dostrzec oliwkowy podton. Konsystencja jest średnio gęsta. Ma bardzo przyjemny zapach: świeży, przypominający połączenie aromatów ogórka i różowych kwiatów. Krycie na poziomie średnim. Trwałość bardzo dobra, tak więc miłe zaskoczenie w kontekście tego, o czym napisałam na wstępie;).

Efekt na skórze oraz obietnice producenta a rzeczywistość

Po rozprowadzaniu podkładu miałam wrażenie, jakbym nałożyła odżywczą maseczkę (w tych pierwszych kilkudziesięciu sekundach wykończenie było mokre, swoją drogą podobne do tego, jakie daje podkład Yves Saint Laurent, All Hours) i moja pierwsza myśl była taka, że on rzeczywiście jest intensywnie nawilżający jak obiecywał producent, ale po dłuższej chwili, gdy się wyrównał, było oczywiste, że jest on stricte matowy i mocno zastygający, do tego jeszcze czuć było, że lekko ściąga i napina skórę. Niestety po kilku godzinach Always Fabulous okropnie uwydatnia rozszerzone pory

Wykończenie zależy tak naprawdę od tego, co będzie stanowiło bazę pod podkład. Jeśli nałożycie go na gołą skórę bądź lekki krem nawilżający - uzyskacie efekt, o którym napisałam wyżej, czyli katastrofę:/. 

Jeśli natomiast nałożycie kosmetyk intensywnie nawilżający (ja stosuję krem ultra regenerujący Epitheliale A.H DUO z A-Dermy, który w składzie ma ekstrakt z młodych pędów owsa Rhealba, dwupeptyd aminokwasów L-alaniny, L-glutaminy, kwas hialuronowy) uzyskacie mokrą i aksamitną satynę. Pojawia się tylko jedno pytanie. Czy w tej wersji podkład optycznie wygładza nierówności skóry? Tak, ale nie jest to efekt, jaki mnie satysfakcjonuje, ponieważ bluruje minimalnie i przez krótki czas.

Ponadto nie będzie wyglądał korzystnie w wyższych temperaturach (20-25°C) jak np. Infaillible 24 h Fresh Wear od L'Oreal. Bez porządnej bazy nawilżającej (mam tu na myśli np. profesjonalną bazę, krem lub serum) będzie niekomfortowy w użytkowaniu, a w dłuższej perspektywie przesuszy skórę.

Podsumowując,  nie jest to zły podkład, ale w tym przedziale cenowym wolę kupić niezawodny Skin Balance od Pierre Rene, wspomniany już Infaillible 24 h Fresh Wear od L'Oreal czy nawet Max Factor, Facefinity All day Flawless 3 w 1.

Uwaga! Na poniższym zdjęciu został nałożony na lekki krem nawilżający i można dostrzec, że wygląda sucho.


ALWAYS FABULOUS W MOIM SUBIEKTYWNYM RANKINGU PŁYNNYCH PODKŁADÓW

Najlepsze (5 i 6 w skali ocen szkolnych)

1. L'Oreal, Infaillible Fresh Wear 24H
2. Pierre Rene, Skin Balance
3. Givenchy, Teint Couture
4. Lancome, Teint Miracle (nowa wersja)
5. Clinique, Superbalanced Silk
6. Yves Saint Laurent, Touche Eclat Le Teint
7. Make up For Ever, Ultra HD
8. Estee Lauder, Perfectionist Youth-Infusing Makeup



Dobre (4 w skali ocen szkolnych)

9. Chanel, Vitalumiere Aqua
10. L'Oreal, Nude Magique
11. Max Factor, Facefinity All day Flawless 3 w 1
12. L'Oreal, True Match


Przeciętne (3 w skali ocen szkolnych)

13. Mac, Studio Fix
14. Collistar, Even Finish+Primer 24H Perfect Skin
15. Yves Saint Laurent, All Hours
16. Estee Lauder, Double Wear
17. Bourjois, Always Fabulous

Najgorsze (1 i 2 w skali ocen szkolnych)

18. Max Factor, Lasting Performance
19. Bourjois, Air Mat
20. Max Factor, Radiant Lift
21. Estee Lauder, Water Fresh Nude
22. Bourjois, 123 Perfect

Witajcie!

Przejrzałam wszystkie swoje perfumy, które nabyłam w ciągu ostatnich siedmiu lat i uznałam, że  czas na zmiany - zbyt długo poruszam się w obrębie tych samych zapachów. Inna sprawa, że nie chcę ich przechowywać w nieskończoność;), dlatego też wybrałam cztery flakony, które chcę zużyć w pierwszej połowie wiosny. Pójdzie sprawnie, bo ich pojemność nie przekracza 10 ml, a w miejscu zdenkowanych zapachów pojawi się jeden nowy nabytek, ale o tym innym razem;).

Przy okazji skrótowego opisu poszczególnych perfum napiszę również, czy planuję w przyszłości kupić je ponownie.


Przejdźmy zatem do konkretnych perfum:
  • Chanel, Chance eau de toilette -  uwielbiam w tym zapachu elegancką wytrawność skąpaną w słodkiej wanilii. Towarzyszył mi przy osiąganiu większych i mniejszych sukcesów zawodowych, nosiłam go w rześkie letnie poranki, to był zawsze mój pierwszy wybór, gdy zastanawiałam się,  co będzie pasować do tzw. białej koszuli. Skomponowany w taki sposób, by w każdej porze roku zaoferować feerię wrażeń. Niewiarygodnie trwały!:) Na pewno powrócę do niego za kilka lat <3.  

  • Chanel, Coco Mademoiselle eau de toilette - a niech wszyscy mówią i piszą, że to oklepany zapach - przyjmuję tę opinię do wiadomości bez większych emocji, aczkolwiek się z nią nie zgadzam. Identyczna sytuacja ma miejsce z moim ukochanym Acqua e Zucchero Profumum Roma, gdy czytam kolejną prześmiewczą wypowiedź w stylu: ,,naprawdę ktoś chce pachnieć tak sztucznym i prostym zapachem, który przypomina olejki aromatyzujące ciasta?" Dla mnie liczy się przede wszystkim to, jak się w danych perfumach czuję, a w obu, które teraz wymieniłam czuję się wyśmienicie. Czy fakt, że sięgam po Coco Mademoiselle wówczas, gdy nie mam pomysłu na inny zapach to znak, że jest przeciętny? Uniwersalność Coco Mademoiselle jest jej ogromną zaletą. Wytrawna i słodka zarazem, elegancka i dziewczęca. Dopasowująca się do każdej pory roku, stylizacji, okazji. Dopełni powagą nasz klasyczny wizerunek w oficjalnych sytuacjach, stanie się też filuterną ,,kropką nad i'' dla zwiewnej sukienki w kolorze pudrowego różu - brzmi paradoksalnie, ale tak właśnie jest. Z pewnością pojawi się w mojej kolekcji ponownie. Tymczasem robię sobie od niej kilkuletnią przerwę.
  • Guerlain, Aqua Allegoria Mandarine Basilic eau de toilette - zwróćcie na te perfumy uwagę, jeśli szukacie mistrzowskiego połączenia nut cytrusowych i zielonych w dobrym stylu. Nie umiem określić, czy przeważają tu klementynki, mandarynki wraz z pomarańczami czy może jednak bazylia. Nie wychwycicie w nich żadnej sztucznej nuty - mamy tu do czynienia wyłącznie z wiernym oddaniem aromatów występujących w rzeczywistości. Mandarine Basilic wprowadza w dobry nastrój, pobudza do działania, wyzwala spontaniczność. Od niego zaczęła się moja pasja, łączą się z nim piękne wspomnienia, a więc ponowny zakup jest oczywisty;).
  • Calvin Klein, Reveal eau de parfum - bardzo ciekawy ambrowy zapach, który jest wzbogacony aromatem soli, białym i czarnym pieprzem oraz nutami drzewnymi. Mimo kilku podjętych prób wiem już, że nie dam rady zużyć Reveal do końca ze względu na to, że od dwóch lat mój nos źle znosi nutę czarnego pieprzu w zapachach. Moja recenzja na jego temat nadal jest aktualna, ale nic nie poradzę, że w tym przypadku zadziałał czynnik niezależny ode mnie;), w związku z czym rozwiązanie jest tylko jedno - oddam ten zapach w lepsze ręce.
Witajcie! :)

Wszystko zaczęło się od poszukiwań perfum z różą, która byłaby zestawiona z owocami, nutami drzewnymi i ewentualnie wanilią. Tak trafiłam na zapach Grape Pearls marki The House of Oud, który przez czytelników internetowego magazynu o perfumach ,,Fragrantica" porównywany jest do Roses Vanille Mancery, a także Dark Purple i Intense Cafe Montale. Uznałam,  że takie małe zapachowe śledztwo będzie ciekawym tematem na wpis na blogu:).

Z drugiej strony bardzo dobrze się złożyło, ponieważ 20 lutego wypada święto łasuchów, czyli Tłusty Czwartek, a musicie wiedzieć, że każdy z tych zapachów kojarzy się wielu osobom z pączkami nadziewanymi konfiturą różaną;). Nie przepadam za tym nadzieniem, ale nie mam nic przeciwko perfumom, które tak pachną;). Czy jest w tych skojarzeniach ziarenko prawdy? Zaraz się przekonamy:).

Według mnie nie są to zapachy identyczne, ale podobne, przy czym mam tu na myśli trzy z nich, bo jeden tak mocno odstaje o reszty, że trudno doszukać się tu jakiejkolwiek analogii.
Kolejność opisywanych zapachów będzie następować w porządku, według którego je poznawałam:
  • Montale, Intense Cafe -  nazwa perfum nie ma nic wspólnego z tym, jak pachną, ponieważ nie czuję w nich nawet jednego małego ziarenka kawy;), w związku z czym tym bardziej nie rozumiem określenia ,,intense";). Mimo wszystko sam zapach jest niesamowity. Otwarcie pozytywnie zaskoczyło mnie echem wyjątkowej Elle marki Yves Saint Laurent, ale tutaj jawi się w wersji złagodzonej i słodszej. Wraz z rozwojem zapachu na skórze okazało się, że Elle pobrzmiewa w nim przez cały czas, oddając od czasu do czasu przestrzeń nutom drzewnym. Nie wyszczególniono go w oficjalnym składzie, ale trudno wyzbyć się wrażenia, że jest tu agar bądź drewno tekowe w minimalnej ilości, aczkolwiek nie ma się czego bać, bowiem zapach jest ciepły i łagodny za sprawą  róży i wanilii, które najprawdopodobniej ,,podkręcono" molekułą ISO E Super ❤️. W tym zestawieniu Intense Cafe uplasowało się na drugim miejscu [parametry: projekcja na granicy przeciętnej i średniej, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień, okazje nieformalne; dla kobiet]. Moja ocena -> 6/6.
  • The House of Oud, Grape Pearls - najpiękniejszy zapach z całej czwórki. Pachnie ciemnymi owocami, a mam tu na myśli czerwone winogrona, dojrzałe śliwki węgierki i jagody, które leniwie wylegują się na kołdrze utkanej z wanilii, dojrzałej róży i kremowego piżma. Tej rozkosznej słodyczy nie zaburza żadna wytrawna nuta. W tym przypadku również nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kompozycja w pewien sposób nawiązuje do Elle YSL. Porównując ten zapach do poprzedniego, na pewno oceniłabym Grape Pearls jako słodszy za sprawą soczystych owoców, ale także tych, z których przygotowano już konfiturę. [parametry: projekcja na granicy przeciętnej i średniej, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień i na wieczór, okazje  nieformalne; dla kobiet]. Moja ocena -> 6/6.
  • Montale, Dark Purple - na tle pozostałych zapachów wypada najsłabiej.  Dominują w nim nuty drzewne (obstawiałabym agar, ale skład wyszczególnia drewno tekowe), które łączą się ze słodką pulpą, z której nie umiem wyodrębnić poszczególnych owoców. Drewno stanowi 70% zapachu, a bliżej nieokreślona pulpa 30%;). To fakt, jest mocny i  odurzający, ale w sytuacji, gdy znamy wiele perfum z agarem, w których jest on rdzeniem, Dark Purple nie jawi się już jako coś fascynującego i odkrywczego. Poza tym trochę za mało się w nim dzieje: brakuje przenikania się nut, zmienności, zaskoczeń [parametry: projekcja duża, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na wieczór, okazje nieformalne; dla kobiet i mężczyzn]. Moja ocena -> 3/6.
  • Mancera, Roses Vanille - biorąc pod uwagę wszystkie zapachy z tego testu, Roses Vanille umieściłabym na trzecim miejscu tylko dlatego, że trochę za mocno wybija się w nim agar. Jest bardzo podobny do Intense Cafe, ale nieco ostrzejszy. [parametry: projekcja średnia, trwałość powyżej 6 godzin; przeznaczenie: zapach na co dzień i na wieczór, okazje nieformalne; dla kobiet]. Moja ocena -> 5/6.
Podsumowując, podobieństwo zarysowuje się między trzema następującymi zapachami: Roses Vanille, Grape Pearls i Intense Cafe, natomiast Dark Purple moim zdaniem nie nawiązuje do nich w żaden sposób. Spośród wszystkich czterech perfum udało mi się odkryć te wyjątkowe dla siebie, czyli Grape Pearls i Intense Cafe, a więc test perfum nie zaowocował tylko wpisem na blogu, ale także planem zakupowym <3.

A co z tymi pączkami?:) Ja nie miałam takich jednoznacznych cukierniczych skojarzeń - moją jedyną myślą było to, że zapachy przypominają mi w mniejszym (Grape Pearls, Roses Vanille) bądź większym (Intense Cafe) stopniu zjawiskową Elle marki Yves Saint Laurent.

Pozostałe informacje o perfumach:
  • cena: Roses Vanille - 315 zł za 60 ml, 540 zł za 120 ml;  Grape Pearls - 795 zł za 75 ml;   Dark Purple oraz Intense Cafe - 280 zł za 50 ml, 475 zł za 100 ml
  • dostępność: perfumerie niszowe stacjonarnie i online, a także popularne perfumerie internetowe.
Witajcie! :)

Chciałam kupić różową pomadkę z Mac, ale w wykończeniu, którego jeszcze nie miałam, czyli tym razem nie brałam pod uwagę formuły cremesheen, frost i matte. Postawiłam za to na błyszczykowy blask, kryjący się pod nazwą lustre i zdecydowałam się na odcień Lovelorn opisywany przez markę jako niebieski róż.

Gdy zestawiam go z jasnym neutralnym podkładem wychodzi jako średni róż z przewagą chłodnych tonów, a gdy wybieram ciemniejszy podkład z żółtymi pigmentami, widzę jasny zimny róż, czyli kolor, na którym mi zależało, w związku z czym już wiem, że ta pomadka będzie moim hitem w okresie wiosenno-letnim, ponieważ świetnie będzie się komponować z delikatną opalenizną.

Lovelorn na pewno doczeka się ponownego zakupu;). Przy okazji  przekonałam się, że pomadki z serii lustre wcale nie są tak nietrwałe, jak się o nich zwykle pisze. Nie wiem, być może zależy to od konkretnego koloru, ale mój trzyma się naprawdę przyzwoicie.

Zestawienie zalet i wad


Zalety: 
  • lekka, zupełnie niewyczuwalna na ustach formuła;
  • można budować krycie od półprzezroczystego do średniego;
  • doskonale nawilża;
  • nie przemieszcza się poza kontur ust;
  • nie podkreśla przesuszenia ust;
  • zaskakująco dobra trwałość jak na tego rodzaju formułę - na moich ustach pomadka utrzymuje się ok. 3 godziny;
  • piękny waniliowy zapach.
Wady:
  • po określeniu lustre spodziewałam się mocnego blasku, który tak jak po nałożeniu błyszczyka będzie się utrzymywał na tym samym poziomie intensywności przez cały czas. Tutaj natomiast zauważyłam, że po jakimś nieco zanika i właściwie nie różni się niczym od połysku charakterystycznego dla pomadek cremesheen.

Pozostałe informacje o produkcie:
  • cena: 86 zł
  • gramatura: 3 g
  • dostępność: m.in. Mac online i stacjonarnie, Douglas online i stacjonarnie
Witajcie! :)

W Internecie jakiś czas temu pojawiło się mnóstwo recenzji najnowszego podkładu Max FactorFacefinity All Day Flawless 3 w 1, więc najprawdopodobniej napisano i powiedziano o nim już wszystko;). 

Jeśli natomiast macie ochotę poczytać o nim z mojej perspektywy, na którą składa się kilkumiesięczne użytkowanie połączone siłą rzeczy z obserwowaniem, jak prezentuje się na skórze w jej lepszych i gorszych momentach, z  dopasowaniem do niego odpowiedniej pielęgnacji akcesoriów, serdecznie zapraszam do lektury.

Czego dowiemy się na temat podkładu od producenta?
Dzięki zaawansowanej technologii Flexi-hold™ podkład dopasowuje się do mimiki twarzy i utrzymuje się na niej przez cały dzień. Formuła podkładu jest odporna na ścieranie i błyszczenie.  Podkład kryjący Max Factor Facefinity All Day Flawless 3 w 1 idealnie stapia się ze skórą, co ułatwia jego nakładanie i uzyskanie efektu pełnego krycia.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wszyscy, którzy szukają dobrego trwałego podkładu o wykończeniu na pograniczu satynowego i matowego, będą zadowoleni z  Facefinity All Day Flawless 3 w 1. Trzeba tylko zadbać o pewne aspekty...

Podkład, który wymaga konkretnego akcesorium do nakładania i odpowiedniej pielęgnacji

Według mnie ten podkład jest wręcz stworzony do tego, by aplikować go gąbką, co sprawi, że zostanie on równomiernie rozłożony cienką warstwą i nie będzie aż tak bardzo widoczny na twarzy. Pędzlem można sobie zafundować smugi.

Napiszę przy okazji, z jaką informacją bezwiednie rzuconą na jego temat w sieci się nie zgadzam. Otóż przeczytałam na blogach i obejrzałam na kilku kanałach recenzje tego podkładu i chyba najdziwniejszym stwierdzeniem było to, że jest on nawilżający... Wszystkich, którzy trafią na wzmiankę o tej właściwości, przestrzegam przed ufnością;) i przy okazji poinformuję, że przy codziennym sięganiu po Facefinity All Day Flawless 3 w 1 cera może się wręcz przesuszyć. Mało tego, ta zastygająca i długotrwała formuła podkreśli skutki zaniedbań w kwestii pielęgnacji. Warto pamiętać więc o peelingu, odżywczym kosmetyku na noc i np. nawilżającym kremie/serum pod podkład, żeby podkład nie miał szans, by uwydatnić suche skórki.

Zalety i wady moim okiem

Zacznę od mocnych stron:
  • podkład rzeczywiście zapewnia pełne krycie, gdy nałożymy go pędzlem, z kolei gąbką uzyskamy krycie na poziomie średnim;
  • można budować krycie, nakładając kolejną warstwę produktu;
  • nie jest mocno widoczny na skórze, gdy zastosujemy gąbkę;
  • efekt wygładzenia faktury skóry na przyzwoitym poziomie, ale jeśli chodzi o moje wymagania - mogłoby być lepiej, dlatego wspomagam się magicznym pudrem Micro-Fil;);
  • nie oksyduje;
  • nie wyświeca się;
  • nie jest wyczuwalny na skórze;
  • trwały - nie nosiłam go dłużej niż 8 godzin, ale w tym czasie utrzymał się w stanie nienaruszalnym, a dodam tylko, że nie stosowałam żadnej profesjonalnej bazy. Nakładałam pod podkład jedynie odżywczy krem lipidowy.
Wady:
  • przy codziennym stosowaniu podkład może przesuszać, więc warto wprowadzić do pielęgnacji nocnej jakiś odżywczy, intensywnie nawilżający krem;
  • nakładany pędzlem tworzy smugi, co oznacza, że tracimy czas, by dopracować go jeszcze palcami lub gąbką;
  • kilka razy zdarzyło mi się mieć lekko przesuszoną skórę i podkład mocno wyeksponował wszystkie suchości, w związku z czym musiałam go zmyć i sięgnąć po chociażby Infaillible 24 h Fresh Wear z L'Oreal.
Na tle Radiant Lift i Lasting Performance ten podkład wyróżnia się dopracowaną formułą i jakością. Podsumowaniem niech będzie moja ocena -> 4+/6 .

Pokazałam się Wam już kilka razy w tym podkładzie na przestrzeni ostatnich miesięcy, dlatego też nie robiłam nowego zdjęcia, a wybrałam to z listopada:).




Pozostałe informacje o produkcie: 
  • cena: od 34 zł do 62 zł w zależności od miejsca zakupu
  • pojemność: 30 ml
  • PAO: 24 miesiące
  • dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe
Witajcie! :)

Chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować w takim telegraficznym skrócie zawartość XV edycji katalogu ,,First in Luxury" perfumerii Quality Missala. Nie jestem w stanie opisać liczącego 90 stron albumu w sposób drobiazgowy, dlatego wybiorę tylko te tematy, które najbardziej mnie w nim zainteresowały.

Nadmienię tylko, że bez problemu możecie go otrzymać w perfumeriach stacjonarnych w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Opolu, Poznaniu, Toruniu i Wrocławiu. Poprzednie edycje albumu dołączano  do mojej paczki przy okazji mniejszych i większych zakupów online, więc jeśli nie mieszkacie w wyżej wymienionych miastach, to pozostaje jeszcze takie rozwiązanie;).

Projekt okładki

Okładkę albumu zdobi motyw flakonu najnowszych perfum The House of Oud, czyli Keep Glazed. Sam zapach powstał we współpracy z kanadyjską cukierniczką Ksenią Penkiną, której artystyczne desery cieszą nie tylko podniebienie, ale i zmysł wzroku;).  Projekt flakonu oraz aromat kompozycji odwzorowują wygląd i smak smakołyku przygotowanego przez wyżej wymienioną mistrzynię. Lista składników mówi sama z siebie: tropikalne mrożone owoce, kokos, bita śmietana, imbirowe chrupkie okruszki. Jedno jest pewne, perfumiarze: Cristian Calabro oraz Andrea (Thero) Casotti i nie mieli łatwego zadania:).


Subiektywny przegląd najciekawszych nowości w ofercie Quality Missala

O niektórych nowościach napisałam Wam na blogu w połowie października, więc pozwolę sobie odesłać Was do tego wpisu. Znajdziecie w nim dwa zapachy, które poszerzyły ofertę perfumerii -> Widian, New York i Jovoy Paris, Touche Finale.
 
Trzecia nowość to wytworny Oriental Leather marki Memo Paris. Poznałam go latem i wówczas ten przypisany do kategorii skórzanej zapach emanował z mojej skóry głównie wyrafinowaną lawendą. Tak, to z pewnością najpiękniej ukazana lawenda spośród wszystkich lawendowych perfum, jakie miałam okazję poznać.  Ciepło, wynikające m.in. z przypraw korzennych, nut skórzanych oraz wanilii dynamicznie przeistacza się w ożywczy, przeszywający wręcz chłód reprezentowany przez lawendę, paczulę oraz herbatę. Jak w przypadku większości perfum Memo Paris, tak i tutaj możemy spodziewać się doskonałych parametrów użytkowych. To genialny zapach dla mężczyzn, ale jestem też pewna, że docenią go również kobiety.



Przejrzałam pozostałe nowości w albumie ,,First in Luxury" i moją ciekawość wzbudziło sześć kompozycji. Nie mam oczywiście pewności, czy trafiłyby idealnie w mój gust. Sami przecież dobrze wiecie, że czasem jeden niuans potrafi zaważyć na tym, że odtrącimy dany zapach. Mimo wszystko napiszę Wam, dlaczego wybrałam akurat tę poniższą konfigurację;).  

Keep Glazed z oczywistych powodów - mrożone owoce tropikalne, kokos, bita śmietana, a także nuty drzewne i imbir świadczą o tym, że nie będzie to banalny przedstawiciel kategorii gourmand. Poza tym poznałam już  kilka zapachów The House of Oud i przyznam, że jestem nimi oczarowana. Nie sądzę zatem, że czeka mnie jakiekolwiek rozczarowanie;).

Vanilla Shot od Olfactive Studo planuję poznać ze względu na wanilię i suszone owoce w składzie. Nie obawiam się, że będzie to przeciętny zapach, ponieważ znam m.in. fenomenalny Woody Mood z 2017 roku i nie wierzę, że marka stworzyłaby coś, co obniżyłoby jej rangę.

Kolejnym zapachem, który przyciągnął moją uwagę jest Gold od Puredistance. Tym razem skusiły mnie mandarynki, cynamon, goździki i balsamiczne brzmienie. Ciekawe, czy będzie miał tyle uroku, co White, o którym napisałam na blogu w sierpniu.   

Ristretto Intense Cafe od Montale pachnie podobno jak kawa z pianką ze śmietany połączona ze słodkim zapachem róży. Kto by się nie skusił?;)

Tak naprawdę do Piano Santal i Rose Trombone L'Orchestre Parfum przekonała mnie Sabbath of Senses za sprawą swoich sugestywnych recenzji na blogu, a notki w katalogu ,,First in Luxury" utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma sensu dłużej zwlekać;). Pierwszy z nich nęci ze względu na połączenie nut mlecznych, które dopełniono moimi ulubionymi drewnami, czyli cedrem i sandałowcem *_*. Drugi z kolei jest  opowieścią o róży w objęciach rumu i wanilii.
źródło zdjęć -> http://www.missala.pl/

Która marka najbardziej zafascynowała mnie po zapoznaniu z się jej historią? 

Odpowiedź brzmi jednoznacznie - Profumum Roma. Cenię tę markę za to, że tworzy niewiarygodnie trwałe zapachy (koncentracja olejków sięga poziomu 43%), które są piękne w swej prostocie (np. Acqua e Zucchero), dziwne, ale jednocześnie uzależniające (np. Battito d'Ali), czasem dostojne, wyrafinowane. Teraz, gdy wiem, jaka historia kryje się u jej podstaw oraz jaką metodę kreowania perfum wypracowała rodzina Durante, moim celem jest poznać wszystkie pozycje z portfolio:). Poniżej zamieściłam 8 zapachów, które koniecznie muszę przetestować w tym roku.


Sylwetki perfumiarzy

Trzy artykuły traktujące o wybitnych perfumiarzach przeczytałam z największą przyjemnością.

Tekst pt.,,Artysta i jego idea" przedstawia sylwetki perfumiarzy, którym udało się przekuć swój szalony, wręcz nierealny - wydawałoby się - pomysł w pachnące dzieło.

Są też kreatorzy, którzy idą tak charakterystyczną ścieżką, że zasłużyli na miano: wizjonerki - Gabriella Chieffo, ekologa - Olivia Giacobetti, odkrywcy - Matthew Zhuk, kompozytora - Antonio Martino czy synestetyka - Stephane Humbert Lucas. Mnie najbardziej ciekawią perfumy synestetyka, czyli mam tu na myśli pozycje z portfolio marki SoOud;).

Będziecie mogli poznać słynne perfumiarskie małżeństwo: Martine Micallef  i Geoffreya Nejmana, którzy zapisali się w historii perfumiarstwa odkryciem dla świata zachodniego olejku z drewna agarowego. Co poleciłabym na początek przygody z marką M. Micaleff? Perfumy Gaiac i sześć zapachów z kolekcji Secrets of Love.

Wywiady z właścicielami marek

Pasjonujący wywiad  z Gianem Luką Perrisem - właścicielem marek Perris Monte Carlo i Houbigant zainspirował mnie do poznania dwóch kompozycji.

Pierwsza, Bergamtto di Calabria (Perris), została utkana w dość niespotykany sposób, bowiem na ogół bergamotka  pojawia się w pierwszej fazie wybrzmiewania zapachu, po czym ustępuje miejsca innym nutom. Perfumiarz Gian Luca Perris miał zupełnie inną wizję i uformował strukturę zapachu, w taki sposób, by ta nuta nieprzerwanie znajdowała się na pierwszym planie. Wychodzi na to, że  w końcu ktoś stworzył idealny bergamotkowy zapach dla mnie;).

Drugą kompozycję, Patchouli Nosy Be (Perris), chcę przetestować ze względu na paczulę, która rosła na specjalnie założonej plantacji. Zamysł był taki, by uzyskać olejek, w którym akordy ziemiste i ziołowo-kamforowe zostałyby wyciszone na rzecz drzewnych z nutą suchego kakao (!).


Drugi wywiad przeprowadzono z Sergio Momo - właścicielem Xerjoff Group (Xerjoff, Casamorati). Ciekawe jest postrzeganie przez niego perfum, które oddaje do rąk użytkowników - nie są to pachnące produkty, ale ,,polisensoryczne podróże", co oczywiście uzasadnia.

Oferty Xerjoff liczącej około 100 zapachów jeszcze nie znam. Nie ma sensu wklejać tu poszczególnych flakonów, ponieważ interesuje mnie właściwie wszystko spod szyldu marki, co jest łagodnie orientalne, drzewne oraz gourmand;). Niezmiernie ciekawią mnie np. zapachy z cedrem w składzie, bo jak się okazuje, Sergio Memo - tak jak ja;) - darzy ten składnik szczególną predylekcją.

Z kolei o kolekcji Casamorati można się dowiedzieć, że  jest odtworzeniem wielkiej historii domu perfumeryjnego założonego w 1854 roku we Włoszech. Większość zapachów odzyskała życie za sprawą rekonstrukcji dawnych receptur, którym - warto zaznaczyć - nadano nowoczesny akcent.

Nowa rubryka - recenzje pasjonatów perfum

Na ostatnich stronach katalogu pojawiła się nowa rubryka (mam nadzieję, że zostanie na stałe;)), w której opublikowano wypowiedzi pasjonatów perfum.


Spośród dziewiętnastu tekstów, biorących udział w wakacyjnym konkursie, którego zadaniem było opisanie dowolnego zapachu z oferty Quality Missala: ulubionego, dziwnego, oryginalnego lub przywołującego wspomnienia, wyłoniono sześć recenzji, wśród których znalazła się również moja (przedstawiłam Lirę Casamorati). Warunek był jeden - nie można było przekroczyć limitu ośmiu zdań. Jestem mi bardzo miło, że znalazłam się w gronie współredaktorów katalogu❤️ .

Witajcie!

Przygotowałam dla Was zestawienie moich pereł roku 2019. Tak naprawdę powinno znaleźć się tu więcej perfum i kosmetyków do makijażu, ale w ostateczności postanowiłam okroić ich grono z ,,bardzo dobrych i znakomitych" tylko do ,,znakomitych";). Produkty, które pokazałam już kiedyś na blogu będą podlinkowane, więc jeśli tylko macie ochotę, możecie zapoznać się ze szczegółowymi recenzjami.

Kosmetyki do makijażu, o których jeszcze na blogu nie pisałam

Zacznę od dwóch wspaniałych prezentów od Asi :***
Miałam kilka płynnych rozświetlaczy, ale spośród nich wyróżniał się jakością tylko BarePro Glow z bareMinerals w odcieniu #Free, który jest stonowanym złotem z drobinkami.

Jego wodnista konsystencja idealnie rozprowadza się pędzlem, zapewniając efekt tafli, ale nie takiej metalicznej, tylko lustrzanej. A jak z kwestią widoczności drobinek na kościach jarzmowych? W porcji, którą przeniesiecie najpierw na dłoń, zauważycie, że jest ich dość dużo, natomiast na skórze są ledwie widoczne - gdzieniegdzie błyszczą się pojedyncze drobinki. Rozświetlacz jest trwały, nie uwydatnia nadmiernie zmarszczek i nie podkreśla porów.

Informacja od producenta:
Lekki dwufazowy płyn nasycony jest proteinami owsa, aby natychmiast zmniejszyć widoczność zmarszczek, a ekstrakt z zielonej soczewicy i bambusa wyrównuje strukturę skóry i zmniejsza widoczność porów. Dzięki technologii Mineral Lock ten długotrwały rozświetlacz pozostaje na swoim miejscu aż do 16 godzin.
Przy okazji napiszę, że cieszę się, że marka wróciła na polski rynek, bo z każdego dotychczas  zakupionego kosmetyku byłam zadowolona. Pędzlom też warto się przyjrzeć:). 


Najlepszym pudrem w tym roku, jak również w całej mojej makijażowej przygodzie jest Micro-Fil Loose Powder marki Giorgio Armani w odcieniu 00 Universal Nude (biały). Nakładam go dołączonym do opakowania puszkiem. 

Nie da się przesadzić z jego ilością, więc nie ma obaw, że cera będzie wyglądać sucho. Jest drobno zmielony, niebywale lekki, co oznacza, że na twarzy prezentuje się bardzo naturalnie. 

Dzięki niemu uzyskacie efekt 2 w 1, czyli delikatne zmatowienieeleganckie rozświetlenie cery. W pudrze znajdują się maleńkie perłowe drobinki, których nie widać w świetle dziennym

Nakładam go przeważnie w strefie T i ten obszar po skończeniu makijażu jest przepięknie rozjaśniony - dopiero po jakimś czasie kolor pudru scala się z kolorem podkładu. Jakby tego było mało Micro-Fil optyczne wygładza fakturę skóry i ta właściwość sprawia, że przyznaję mu najwyższą notę;). 

Uwaga! Kosmetyk nie utrzyma sebum w ryzach przez wiele godzin, więc cerom  tłustym go nie polecam (cery mieszane będą wymagały przypudrowania po około 4 godzinach). Moim zdaniem jest to świetny puder wykończeniowy zapewniający efekt promiennej cery, ale zaznaczam, że bliżej mu jednak do subtelnie rozświetlającego niż porządnie utrwalającego i matującego.


Kosmetyki do makijażu, których recenzje pojawiły się na blogu

  • Najlepszą pomadką tego roku jest Creme d'Nude z Mac. To rozbielony beż (nie ma w nim tonów brzoskwiniowych). Uwielbiam za kolor, walory pielęgnacyjne i trwałość.
  • W kategorii ,,Paleta cieni roku 2019 wygrywa Kwitnąca wiśnia z Glam-Shopu - ten wybór był oczywisty;). 
  • W ciągu 12 miesięcy przewinęło się u mnie wiele pigmentów, ale na miano pereł zasługują cztery unikatowe i wielowymiarowe turbo pigmenty Glam-Shopu, które nie dość, że błyszczą się niczym biżuteria, to jeszcze nie mają nawet najmniejszej skazy na jakości. Globalny glam jest moim niekwestionowanym ulubieńcem w okresie letnim - na ciemniejszych karnacjach wyjdzie czysty szlachetny róż, ale na jaśniejszych rzeczywiście będzie się wybijać herbaciano-brązowy podton. Moim hitem całorocznym jest zielono-złoto-brązowy Steryd. Wystarczy połączyć go z wyrazistym różem na ustach i mamy elegancki makijaż wieczorowy. Kolejnym pigmentem, który połyskuje jak szalony jest liliowo-srebrzysto-błękitny Asteroid. Przepięknie wygląda nałożony na intensywny fioletowy albo brązowy cień w dowolnym wykończeniu. Najciekawszym kolorem, który znajduje się w ofercie marki jest według mnie Utopia - zimny fiolet na ciepłej różowej podstawie
  • Jeśli mowa o czerwonym błyszczyku, to nie przypominam sobie, bym miała styczność z czymś lepszym niż Socialite  marki Anastasia Beverly Hills. Jego kremowa formuła zapewnia pełne krycie. Prezentuje się na ustach niczym lakier do ust. Jest bardzo trwały<3.
  • Drugim moim faworytem jest fioletowy błyszczyk Nyx Butter Gloss. Tutaj już z trwałością trochę gorzej, ale za to kolor-petarda*_*;). Nie zbiera się w liniach ust, nie klei się. Poza tym nie mam nic do zarzucenia jego walorom pielęgnacyjnym.
  • Najlepszym podkładem tego roku jest Infaillible Fresh Wear 24 h od L'Oreal. Jeśli szukacie podkładu lekkiego i jednocześnie niespływającego z twarzy w okresie od maja do sierpnia, to podpowiadam, że warto go rozważyć;). Oczywiście nie mam tu na myśli dni powyżej 27 kreski na termometrze;).
  • Kategoria ,,Korektor pod oczy" - w tej kwestii nic się nie zmieniło od kilku lat:), a zatem wygrywa Bell Multi Mineral Anti Age Concealer w odcieniu #01.
  • Ulubionymi pudrami brązującymi były i nadal są;)  wymienne wkłady do palet do konturowania marki Anastasia Beverly Hills: głęboki czerwony brąz Java i średni słoneczny brąz Havana.

Niezawodny duet w pielęgnacji nocnej

Ta formacja;), a mianowicie serum z witaminą E na noc marki Liqpharm i skwalan z trzciny cukrowej Ministerstwa Dobrego Mydła, przede wszystkim skutecznie rozprasowuje drobne nierówności faktury skóry, które na zdjęciach z bliska już takie drobne się nie wydają;). W pakiecie otrzymacie szybką regenerację, skóra nabierze naturalnego blasku, a koloryt cery zostanie ujednolicony

Akcesoria do makijażu

Odkąd po raz pierwszy użyłam gąbki do makijażu, a dokładniej ściętej wersji glamsponge z Glam-Shopu, nie mam ochoty wracać do pędzli;). Nakładam nią podkład, wykonuję tzw. odwrotne konturowanie korektorem (rozjaśnianie w strefie T), przykrywam ruchem stemplującym nierówności po nałożonych cieniach w miejscu, w którym przedłuża się kreskę wykonaną eyelinerem. Jest bardzo miękka, nie odkształca się. Coś doskonałego <3.

Aplikatory do cieni i pigmentów (pacynki) są na ogół wyrzucane z gotowych paletek, ale spróbujcie nałożyć turbo pigmenty albo inne specyficzne błyszczące formuły palcem bez uzyskania efektu skorupy orzecha włoskiego. Nie da się? Pacynką się da;D.

Perfumy, które wzbudzały mój zachwyt

Zapachy, które znajdują się w tym zestawieniu są jednocześnie tymi, bez których nie wyobrażam sobie mojej kolekcji. Każdy z nich jest bogaty, złożony i niejednostajny. Parametry użytkowe, tzn. projekcja i trwałość również są na najwyższym poziomie.

Przechodząc do rzeczy, jeśli marzy Wam się piękne wydanie posłodzonej kawy, ciasta korzennego i czekolady to podpowiadam, że w ofercie Lush znajduje się istna magia we flakonie - Cardamom&Coffee;).

Pozostając w temacie perfum gourmand, dla miłośniczek wanilii gęstej jak budyń, która przeplata się z cynamonem i nutami cytrusowymi polecam L de Lolita Lempicka (mam na myśli najnowsze wersje z roku 2010 i 2013) oraz Lirę Casamorati. 

Zmysłowe, ciężkie piżmo, które zarazem pachnie kremową czystością i... mrozem;) to nic innego jak Narciso edp marki Narciso Rodriguez.

Wyciśnięty sok z cytryny, bergamotki, zapach olejków eterycznych ze skórek tych cytrusów, kostki białego cukru oraz nuty drzewne to genialny Versense od Versace. Nadal jestem pod wrażeniem, jak realistycznie ukazano tu każdą z nut 

Łagodny orient, który pachnie niczym likier amaretto połączony z nutami żywicznymi to doskonałe Sense Dubai 4. Przy okazji wspomnę, że są to najtrwalsze perfumy w mojej kolekcji (pokona je dopiero trzecia kąpiel;)).

Będzie mi miło, jeśli napiszecie w komentarzu o swoich ulubieńcach 2019 roku z różnych kategorii:).
Pozostałe informacje o dwóch pierwszych kosmetykach: 
  • cena: rozświetlacz BarePro Glow - 135 zł;  puder Micro-Fil - 285 zł,
  • gramatura: rozświetlacz - 14 ml;  puder - 15 g,
  • PAO: rozświetlacz - 12 miesięcy; puder - 24 miesiące,
  • dostępność: rozświetlacz - Douglas; puder - Douglas.
Witajcie!

W pasku bocznym bloga  możecie wejść w cztery serie wpisów tematycznych: ,,Dobre polskie kosmetyki", ,,Perfumy poddane reformulacji pod lupą", ,,Perfumy w kolorze", ,,Polska niszowa marka perfumeryjna". Dzisiaj do tego grona dołącza nowa kategoria: ,,Fioletowe produkty do ust".

Na blogach kosmetycznych najczęściej pojawia się przegląd odcieni nude, różu, koralu, a wraz z początkiem jesieni mamy wręcz zatrzęsienie wpisów z listą ulubionych czerwieni, brązów i bordo. Czas to zmienić;). Fiolet nie jest bardziej kontrowersyjny niż te trzy ostatnie wymienione przeze mnie kolory, a więc dla wszystkich jego zwolenniczek będę miała od czasu do czasu kilka ciekawych propozycji:). Jeśli podoba Wam się ta seria, będzie mi miło, jeśli w komentarzu wyrazicie swoją aprobatę;). Będę wówczas mniej więcej wiedziała, z jaką częstotliwością powinnam publikować tego rodzaju posty.

Serię zainicjuje błyszczyk  Butter Gloss z Nyx w odcieniu Merengue. To bezpieczny jasny fiolet 
(jest na pograniczu różu i fioletu, aczkolwiek zdecydowanie bliżej mu do fioletu), który z powodzeniem można używać w makijażu dziennym.

Zacznijmy od informacji od producenta (pominęłam pompatyczne opisy i konstrukcje słowne, które w języku polskim nie występują;)):
Błyszczyki do ust BUTTER GLOSS są niesamowicie miękkie, maślane i gładkie niczym jedwab. Zapewniają półtransparentne, lekkie krycie. Te błyszczyki wprost stapiają się z ustami i nigdy nie tworzą „lepkiego” efektu. Poza tym pięknie pachną ciasteczkami.
Gdy nałożę go cienką warstwą, bardzo przypomina mi błyszczyki z serii Be Legendary Smashboxa - tworzy identyczną ,,winylową" powłokę na ustach i nadaje półtransparentne krycie - to, krótko mówiąc, ta sama jakość, tyle że za 1/3 ceny;). Dopiero solidniejsza porcja zapewnia ten ,,maślany" efekt i piękny intensywny kolor.

Zalety produktu:
  • można stopniować nasycenie koloru i krycie od półtransparentnego do niemalże pełnego;
  • piękny odcień jasnego fioletu, który można nosić na co dzień;
  • błyszczyk ma bardzo ładny zapach, który przypomina mi malinowe gumy rozpuszczalne  ,,Mamba" (nie czuję tu żadnych ciasteczek;));
  • nawilża usta;
  • nie migruje poza kontur ust.

Wady produktu:
  •  przeciętna trwałość - ok. 1,5 - 2 godziny.
Podsumowując, to bardzo dobry błyszczyk i jak najbardziej mogę go polecić❤️. Moja ocena -> 5/6.


Pozostałe informacje o kosmetyku:
  • cena: około 30 zł,
  • gramatura: 8 g,
  • PAO: 12 miesięcy,
  • dostępność: drogerie internetowe, salony Nyx, Nyx online, Douglas stacjonarnie i online.
Witajcie! :)

Statystyki na moim blogu jasno pokazują, że uwielbiacie czytać o wszystkim, co wychodzi spod szyldu marki Glam-Shop i wysokopółkowych produktach do ust, a więc wychodzę naprzeciw Waszym oczekiwaniom i w jednym wpisie zamieszczę kosmetyki z obu kategorii:). 

Zacznę od turbo pigmentów i tym razem opiszę dla Was Utopię i Top Nude. W kolejce czeka jeszcze: Arcymistrz, Poświata, Magenta, Różowy sorbet, Zyg Zak, Figowiec, Koliber i Pluton. Jak widzicie, ciągle jestem pod wrażeniem tych błyskotek  i w przyszłym roku jeszcze nie jeden raz Wam o nich opowiem;).

Przejdźmy do opisu kolorów i oceny jakości pigmentów:
  • Utopia - zimny fiolet połączony z ciepłym różem z różowymi drobinkami. To jeden z moich ulubionych pigmentów. Jest absolutnie zachwycający!:) Tak jak Globalny Glam, jest niezwykle szlachetnym odcieniem.  Spokojnie można go nosić na co dzień, ponieważ jego blask nie jest oślepiający;). Ma jednolitą strukturę (bez płatków), a więc nie sprawia żadnych problemów podczas rozprowadzania. Podsumowując, mamy do czynienia z pierwszorzędną jakością.
  • Top nude - spośród kilku najjaśniejszych turbo pigmentów Top nude jest według mnie najładniejszy, choć przyznam, że oczekiwałam kolorowej bazy, tak jak sugerowano w filmie - ja tu nie widzę różowo-brzoskwiniowej czy łososiowej podstawy - jest ona raczej cielista, natomiast połyskuje, a raczej skrzy się białym złotem, są tu również seledynowe drobinki, ale widać je dopiero w sztucznym świetle. Top nude, jak przed chwilą wspomniałam, bardzo się iskrzy i ta cecha sprawiła, że pozostał w moim zbiorze (wszedł w miejsce Diamentowego i Błyskotki, których pozbyłam się bez żalu). Ma jednolitą strukturę. Jego jakość oceniam jako najlepszą z możliwych;). Na zdjęciu połączyłam go z matowym ciepłym brązem.

Teraz kolej na jedną z najlepszych matowych pomadek, na jaką kiedykolwiek trafiłam, czyli Matte Shaker od Lancome. Miniaturę podesłała mi Ania http://piekneperfumy.pl/.

Informacja od producenta:

Innowacyjna formuła płynnej pomadki Matte Shaker to odważny, intensywny kolor i niezwykle cienka warstwa produktu. Pomadka  jest niespotykanie komfortowa i nie wysusza ust – ledwie czujesz, że masz ją na sobie, niczym tatuaż. Jest długotrwała i odporna na pocałunki.
Pomadka Matte Shaker w odcieniu 378 Pink Power to długotrwały matowy tint w malinowym odcieniu, który pokrywa usta jednolitym kolorem bez prześwitów.

Dla moich ust jest neutralna, co oznacza, że nie nawilża (kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby reklamować ją jako nawilżającą?;)), ale też nie przesusza. Można dokładać kolor, ale nie widzę takiej potrzeby, ponieważ w ogóle nie ściera się od wewnątrz ust nawet po kilku godzinach noszenia. Nie odbija się na szklankach, jest niewyczuwalna na ustach. Po kilku posiłkach schodzi tylko wierzchnia warstwa, nadal pozostawiając równomiernie zabarwione na malinowo usta. Na tym ostatnim etapie lubię nałożyć błyszczyk w kolorze jasnego cukierkowego różu, żeby uzyskać piękny fuksjowy odcień.

Czy po zużyciu miniatury kupiłabym tę pomadkę w pełnowymiarowym opakowaniu? Tak, ale postawiłabym na inny kolor - 379 Yummy Pink <3.


Pozostałe informacje o kosmetykach:
  • cena: pomadka - 109 zł; turbo pigment - 25 zł
  • gramatura: pomadka - 6,2 g; turbo pigmenty - 1.8 g
  • PAO - pomadka -  12 miesięcy; turbo pigmenty - 12 miesięcy
  • miejsce produkcji: pomadka - Francja; turbo pigmenty - Polska
Witajcie!

Dziś przygotowałam dla Was recenzję Molecule 04 niszowej marki perfumeryjnej Escentric Molecules. Dostałam ten zapach w prezencie od Asi, którą znacie z bloga 1001 pasji. Kiedyś opisałam dla Was Molecule 01, w którym królowała molekuła Iso E Super pachnąca najkrócej mówiąc jak deski sosnowe i... karton;). Czy tym razem będzie równie ekscentrycznie i fascynująco? Zaraz się przekonamy:).

Na początek przytoczę kilka informacji na temat zapachu, które znalazłam na stronie perfumerii Galilu:
Escentric Molecules 04 oddaje hołd futurystycznej świeżości molekuły Javanol o czystym zapachu w typie drzewa sandałowego. Utrzymuje się równie długo jak naturalny odpowiednik, lecz jest czysta jak żaden aromat w przyrodzie. Javanol pod wieloma względami przypomina Iso E Super, molekułę zastosowaną w Escentric Molecules 01. Podobnie jak Iso E Super, na zmianę pojawia się i znika. Tracimy zdolność wyczuwania zapachu na krótko po zastosowaniu go, tylko aby odnaleźć go na sobie później.

Zabawa w chowanego

Potwierdzam, że pojawianie się i znikanie jest wyróżnikiem Molecule 04. Mało tego, perfumy są w tej grze nieobliczalne;). Na etapie oswajania się z nimi może zdarzyć się moment rozczarowania zupełną transparentnością kompozycji. Pomyślicie zapewne, że najwidoczniej jesteście w tej grupie osób, na których one nie pachną. I kiedy pogodzicie się już z tą myślą, nagle zostanie ona unicestwiona przez istną burzę piaskową uderzająca z mocą, którą ośmielę się zestawić z Angelem Muglera. Innym razem będą z kolei brzmiały blisko skóry i ani na moment nie nabiorą rozpędu. Pytanie tylko, cz macie ochotę zmierzyć się z tego rodzaju zapachem?;)

Jeśli między molekułą Jovanol a Iso E Super jest nić pokrewieństwa, to czy Molecule 01 i Molecule 04 pachną podobnie? 

Oba zapachy łączy specyficzna nuta kartonu tudzież papieru, sklepu papierniczego. W pierwszej kompozycji jest ona podana w wersji surowej, jest też mocniej wyeksponowana i podbudowana zapachem desek sosnowych. W Czwórce natomiast schowana jest za - nazwałabym to - akordem balsamicznym, kaszmirową wełną i nutami drzewnymi, wśród których nie czuję akurat sandałowca - prędzej obstawiałabym wetywerię. Do tego wyobraźcie sobie, że perfumy są nad wyraz pyliste, suche  - jednoznacznie wyczuwam w nich pustynne konotacje;).

Jak pachnie w różnych temperaturach?

W okresie jesiennym pachnie tak, jak wspomniałam w poprzednim akapicie, natomiast latem byłam w stanie wyodrębnić w nim dodatkowo cytrusową nutę podbitą słonością, którą czułam wcześniej Le Jardin de Monsier Li marki Hermes, z tymże w Molecule 04 jest ona bardzo dyskretna. Poza tym zapach mocno kojarzył mi się z polną roślinnością, rumiankiem, może nawet sianem.

I co sądzicie? :) Udało mi się Was przekonać do przetestowania Molecule 04? :) Mnie bardziej podoba się Jedynka, ale to nie zmienia faktu, że Czwórka też jest ciekawa.


Pozostałe informacje o perfumach: 
  • cena: 30 ml - 293 zł, 100 ml - 470 zł;
  • przeznaczenie:  zapach na co dzień, dla kobiet i mężczyzn;
  • parametry: trudno określić ze względów, o których wspomniałam w poście;
  • dostępność: wybrane perfumerie niszowe oraz najpopularniejsze perfumerie internetowe.