Glam Shop - dugie podejście do cieni tej marki. Czy równie udane?

By | 6.3.19 32 comments
Witajcie!:)

We wrześniu opublikowałam na blogu  wpis, w którym podzieliłam się z Wami opinią o dwóch cieniach i dziesięciu pigmentach. Napisałam wówczas, że nie jestem usatysfakcjonowana jakością dwóch pigmentów, natomiast jeden brokat uznałam za ciekawy, aczkolwiek nie zdecydowałabym się na jego zakup tylko z tego powodu, że jest dla mnie zbyt odważny. Jako że większość produktów zyskało moje uznanie, postanowiłam, że pozostanę przy marce jeszcze jakiś czas i tym razem zamówię kilka różowych kameleonów.

Od samego początku pisano, że cienie Glam Shopu w obrębie konkretnego wykończenia mają nierówną jakość. Tym razem przekonałam się, że jest to prawda. Wata cukrowa, jednorożec i różowo-różowy - bo na te cienie się zdecydowałam - są z zupełnie innego świata niż znakomite: czekoladowa róża czy curry.  W związku z tym z całej trójki zostaje ze mną tylko jeden cień, który nieco lepiej zaprezentował się na powiekach niż pozostałe dwa, dla których znalazłam już nowy dom;).


Jednorożec według opisu marki opalizuje na chłodny róż i błękit (na oczach dostrzegam jednak przewagę fioletu), natomiast wata cukrowa jest brzoskwiniowa z poświatą przepięknego cukierkowego chłodnego różu, który spokojnie można określić neonowym. Przy zakupie tych dwóch cieni sugerowałam się opisem, który wyraźnie wskazywał, że są to cienie metaliczne, natomiast moim zdaniem mają one wykończenie satynowe. Dla kogoś, kto nastawiał się na wyrazisty błysk jest to duże rozczarowanie.

Kolejne rozczarowanie pojawia się w momencie zetknięcia pędzla z ich konsystencją - od razu zauważymy, że trzeba poświecić nieco więcej czasu, by nabrać odpowiednią ilość wystarczającą do pokrycia całej powieki. Przy okazji ujrzymy, że cienie mocno się pylą i wszystko to, co się usypało wokół wypraski wystarczy, by pomalować drugie oko...

Poza tym, widzę tu jeszcze kilka wad dyskwalifikujących te konkretne cienie: podkreślają zmarszczki, są półtransparentne, czyli widać przez nie skórę, dodatkowo wata cukrowa nie rozkłada się równomiernie do tego stopnia, że czasami pojawiają się dziury wielkości kilku milimetrów. Ja nie widzę tu oszałamiającego efektu, a takiego powinnam się spodziewać, biorąc pod uwagę m.in. demonstracje kolorów w internecie, bardzo przychylne recenzje na blogach i w filmach na YT.

Aby wydobyć ich potencjał, korzystałam z kilku metod: nanosiłam je palcem, a także różnymi pędzlami, korzystałam z bazy, próbowałam też bez bazy, nie zapomniałam również, żeby sprawdzić, jak prezentują się nałożone na mokro i sucho. Stwierdziłam, że te cienie muszą być oceniane tak samo jak inne, a więc wyznacznikiem wysokiej jakości powinno być to, że wyglądają bez zarzutu bez względu na obraną metodę. Niestety nie sprostały moim wymaganiom, więc musiały opuścić mój zbiór. Mogę jeszcze napisać, że w przypadku jednorożca wydarzyłoby się to  nawet wtedy, gdyby był pod względem formuły ideałem. Nie pasuje on do mojego typu urody - za każdym razem wyglądałam w nim tak, jakbym była chora:/.
Różowo-różowy to trochę inna historia. Zacznę od koloru, który jest według mnie uroczy - pomysł, żeby zmrożony róż opalizował na inny odcień różu był genialny;). Tutaj jestem już bardziej skłonna uznać, że bliżej mu do wykończenia metalicznego niż satynowego. Owszem, pyli się tak samo jak poprzednicy, podkreśla załamania, ale na szczęście w mniejszym stopniu. O tyle dobrze, że równomiernie pokrywa powieki. Z przyjemnością będę go nadal używać.

Podsumowując, tym razem test nie wypadł najlepiej, ale nie zraził mnie do marki. Po cienie na pewno już nie sięgnę, ale są jeszcze prasowane pigmenty, sypkie pigmenty i turbo pigmenty;D. Być może już niedługo pojawi się o nich wpis. Może nawet uda się opublikować go w tym miesiącu:).

Poniższe zdjęcie pokazuje makijaż z wykorzystaniem cienia różowo-różowego:


Pozostałe informacje o kosmetykach: 
  • cena - 13 zł
  • pojemność - 1,8 g
  • PAO - 12 miesięcy

Starszy post Strona główna

32 komentarze:

  1. Ciekawy pomysł na kolor, ale widzę że dla mnie byłby to typowy cień w formie akcentu i nanoszony na Glitter Glue Nyx'a żeby wydobyć cały jego potencjał.

    Mam kilka cieni, lecz nie czuję potrzeby dokupowania kolejnych. Czasami jakiś pojedynczy odcień w oko wpadnie. W swoich zasobach posiadam kolory: Patyna, K​o​smiczna Pieczarka, Plan B, Chochlik, Rabarbar, prasowany pigment Cudo, turbo pigment Vegas Bis i Czary Mary. Prasowany pigment Cudo bardzo lubię, podoba mi się i chyba z tej serii bym coś dobrała. Natomiast np. Chochlik to prawdziwy chochlik...bo najlepiej nakładać go na lepką bazę, żeby ostateczny efekt był zadowalający. Z turbo pigmentów wiem, że już nie kupię kolejnych kolorów. Z Czary Mary nie trafiłam kolorystycznie zupełnie, jako akcent może być i nic poza tym, ale on się osypuje w ciągu dnia....lecą te drobinki pomimo dobrego utrwalenia i wtłoczenia w skórę. Vegas Bis, to absolutnie mój kolor <3 i jakościowo też jest inny niż Czary Mary, bo z nim nie mam żadnych problemów. Zjawiskowy i podoba mi się także w wersji na dzień :D

    Mam jeszcze róż Panna Młoda, aczkolwiek nie przemawia do mnie jego formuła i choć dopasowałam pędzel do niego, lubię za kolor oraz trwałość, to nie jest tym, czego szukam. Brakuje mi w nim aksamitnej konsystencji, mocno też pyli podczas aplikacji.

    Kupiłam za to gąbkę, której używam od ponad miesiąca i chyba kupię kolejną. Nie wiem czy przebije Beauty Blendera (za krótki okres czasu), lecz na razie jest równie dobra, bardzo miękka, sprężysta i dużo większa niż BB, co dla mnie akurat jest atutem. Odnoszę też wrażenie, że jest bardziej odporna na mechaniczne urazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podzielenie się wrażeniami na temat tych kosmetyków. Słyszałam właśnie, że róże też się pylą, a z kolei rozświetlacze mocno podkreślają załamania skóry. Z drugiej strony nigdy z Glam Shopu mnie nie kusiło nic innego poza kosmetykami do makijażu oczu i niektórymi akcesoriami.

      Wczoraj dostałam w prezencie Lilak i Asteroid. Nie mogę się doczekać aż ujrzę je w akcji. Najpierw jednak muszą przejść sesję fotograficzną, więc jest motywacja, by zrobić to jak najszybciej;). Oby się nie osypywały.

      Gąbkę glamsponge mam w wersji ściętej. Ciekawe czy polubię tę metodę nakładania podkładu;).

      Usuń
  2. Ja teraz będę miała okazję pomacać na żywo kosmetyki z Glam Shop i może się na coś zdecyduję :-) Nie lubię kupować "w ciemno" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei często mam tak, że nie chce mi się testować na miejscu;). Przeglądam kolory w internecie i zamawiam. Najwyżej siostra będzie miała raz na jakiś czas paczkę kosmetyków, które się u mnie nie sprawdzają;).

      A tak całkiem na poważnie, w przypadku Glam Shopu swatche na ręku w ogóle nie są miarodajne, bo na oczach prezentują się trochę inaczej. Nie mówię, że gorzej, bo np. czekoladowa róża pokazała moc dopiero w makijażu. Gdybym ją testowała na stoisku, zastanawiałabym się, o co tyle szumu;) i na pewno bym jej nie kupiła. Z kolei wata cukrowa na ręku obłęd, na oczach katastrofa;/. Jednorożec też wypadł gorzej na powiekach.

      Jak będziesz chciała, daj znać, czy coś szczególnie Ci się spodobało, albo co kupiłaś:).

      Usuń
  3. Od dawna zastanawiałam się nad zakupem kilku cieni Glam Shop, ale po przeczytaniu wielu recenzji wydaje mi się, że jednak ich formuły nie są dla mnie. Pozostanę przy moich ulubieńcach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem ciekawość wygrywa, zwłaszcza wtedy, gdy mamy do czynienia z polską marką.

      Formuły są, tak jak napisałam, niespójne. Możesz trafić na cień, który śmiało może konkurować z najwyższą półką, ale może być też tak, że trafi Ci się kolor, którego formuła mocno odbiega nawet od tego, co uznajesz za przeciętną jakość.

      Usuń
  4. Różowo- różowy przepięknie prezentuje się w Twoim makijażu i zupełnie inaczej niż w opakowaniu. Z kolei kiedy patrzę na cienie w opakowaniu, to wybrałabym dla siebie właśnie te dwa jasne lilowe kolory... Szkoda tylko, że Cię rozczarowały. Ale z cieniami do powiek to ryzyko rozczarowania bywa jednak wysokie. Często na różnych osobach ten sam kolor wygląda zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie wyglądałabyś w tym różowo-różowym <3.

      Usuń
  5. Na swatchach wygląda obiecująco. Też mam mieszane odczucia co do cieni glam shopu - z jednymi mam love i uwielbienie a inne są meh

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja sobie chyba daruję te cienie, bo widzę, że to drugi Inglot. Obie marki mają bardzo nierówne cienie. Jedne są świetne, a drugie fatalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. W Inglocie też jest taka przepaść między poszczególnymi cieniami.

      Usuń
  7. Ba swatchu wszystkie pięklne i gdyby nie twój opis to brałabym w ciemno. Nie lubię cieni które przy zadnej metodzie nie współpracują a przez pylenie i pyłek można pomalować drugie oko a to już koniec dla mojej cierpliwości :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne odcienie, nie miałam jeszcze cieni z Glam Shop, ale do tej pory spotykałam raczej pozytywne opinie na ich temat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam takie odczucie, że opinie są podzielone.
      A Ciebie kusi jakiś kosmetyk z oferty Glam Shopu?:)

      Usuń
    2. Kiedyś kusiły mnie bronzery i rozświetlacz Celebrytka ;) Ale jednak wolałabym obejrzeć je najpierw stacjonarnie, a nie ma takiej opcji ;)

      Usuń
    3. Tylko podczas targów, ale nie zawsze jest czas, by się na nie wybrać;).

      Usuń
  9. Jeszcze nie znam cieni Glam Shop, ale kolory wybrałaś prześliczne, szkoda tylko, że nie do spełniają oczekiwań. Różowy bardo subtelnie wygląda na oku, przyjemny, ale nie zachwycający... Wszystkiego dobrego w Dniu Kobiet Kochana ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Jest ładny, ale nie zachwyca.
      Wszystkiego dobrego ♥ ♥ ♥.

      Usuń
  10. Na łapce wyglądają bardzo ładnie, ale skoro tyle z nimi zabawy i kłopotów, to rzeczywiście szkoda na nie czasu. Na powiece ten róż jest niemalże niezauważalny, choć to co widać jest bardzo dla oka przyjemne.

    A swoją drogą nazwy cieni są fantastyczne! :D

    Marti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem szkoda czasu, ale wiem, że wiele dziewczyn chwali sobie cienie Hani. Ja akurat nie lubię loterii. Chcę mieć pewność, że każdy cień, który zamówię będzie dobrej jakości.

      Różowo-różowy na żywo wygląda lepiej, bo widać tę grę dwóch odcieni różu. Bardziej się też błyszczy. Na zdjęciu wyszedł trochę niemrawo;D.

      Tak!:) Nazwy są rewelacyjne <3.

      Usuń
  11. Ach szkoda bo kolorki takie moje :O

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam jeszcze kosmetyków z Glam-shopu. oferta jest świetna, mnóstwo wariantów kolorystycznych, ale akurat o cieniach czytam ostatnio sporo mało pozytywnych opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jak ma się porównanie do cieni wielu innych marek, to Glam Shop wypada na ich tle średnio. Z drugiej zaś strony pigmenty sypkie są rewelacyjne, a z kolei turbo pigmenty to najwyższa jakość i próżno szukać czegoś równie doskonałego na rynku polskim, a może nawet i zagranicznym.

      Usuń
  13. Kiedyś się zastanawiałam nad cieniami tej marki, ale ostatecznie się nie skusiłam. Mają fajne nazwy :)

    OdpowiedzUsuń