Glam Shop - turbo pigmenty Asteroid i Lilak oraz gąbka do nakładania makijażu

By | 9.4.19 27 comments
Witajcie!

Ile razy przeczytałyście bądź usłyszałyście, że turbo pigmenty wykreowane przez Hanię Knopińską cechują się niespotykaną formułą i prezentują zupełnie nowy wymiar blasku? Na Instagramie najczęściej pojawiającym się stwierdzeniem w kontekście tych produktów jest: Żałuję, że zdjęcie nawet w połowie nie oddaje tego, jak prezentują się w rzeczywistości:).

Powiem Wam szczerze, że im więcej widziałam tego typu zdań, tym bardziej byłam nieufna;). Czy możliwe jest, żeby powstał produkt mocniej błyszczący niż pigmenty, które już znam? Czy może mnie jeszcze coś zaskoczyć, gdy miałam okazję używać tradycyjnych pigmentów Inglota, Makeup Geek czy Mac? No i w końcu podstawowe pytanie: czy rzeczywiście uzyskamy nim efekt o zwielokrotnionej mocy jak sugeruje jego nazwa



Spotkałam się również z opinią, że te pigmenty, będące skupiskiem brokatu na półprzezroczystej bazie, które wyglądają tandetnie. Nie zgadzam się z tym. Ja tu widzę jakość w najlepszym  wydaniu.

Moje początki z tymi pigmentami były trudne, ale nie w aspekcie aplikowania czy utrwalania. Musiałam się oswoić z ich intensywnym blaskiem... Tak, pisze to osoba, która nosi pigmenty na co dzień i była uparcie przekonana, że będzie się czuć swobodnie z każdym błyszczącym kosmetykiem na powiekach;). Przestałam tak myśleć, kiedy zobaczyłam możliwości pigmentu o nazwie Asteroid;D. Po kilkunastu dniach przyzwyczajania się do niego mogę napisać, że już jestem w stanie unieść ten połysk;).

Szczegółowe informacje o pigmentach (kolory opisuję na podstawie tego, jak wyglądają na powiekach na bazie Artdeco):
  • Asteroid - tak według mnie powinien się prezentować na powiekach pigment w wersji turbo. Mokry, biżuteryjny, wielowymiarowy, odznaczający się chyba największym możliwym natężeniem blasku (nie widziałam nic bardziej spektakularnego:)) Zauważyłam, że każdy opisuje ten kolor według własnego uznania;), aczkolwiek w pełni to rozumiem - rozłożyć go na czynniki pierwsze jest prawie niemożliwe;). Podstawa pigmentu wydaje się być liliowa, natomiast blask jest ewidentnie srebrzystobłękitny. Do tego trzeba jeszcze wyobrazić sobie, że mieni się drobinkami w kolorach: różowego złota, seledynowym i żółtym. Ma strukturę płatków, które całkowicie się rozprasowują. Osypywanie na takim samym poziomie jak pigmenty, o których wspomniałam na wstępie, czyli minimalnym. Jest trwały. Szczerze mówiąc, byłabym w stanie zapłacić za niego nawet trzykrotność ceny, którą narzuciła Hania, dlatego tym bardziej cieszę się, że mam taki unikat w swojej kolekcji dosłownie za grosze. Nie muszę czekać do grudniowego podsumowania, by wiedzieć, że turbo pigment Asteroid będzie moim największym odkryciem roku w kategorii makijaż oczu <3.
  • Lilak - również charakteryzuje się mocnym błyskiem, ale nie uważam, że jest on na poziomie turbo. Podstawa jest różowoliliowa z połyskiem jasnoróżowym i fioletowym. Drobinkiw kolorach: fioletowym, różowym, żółtym i seledynowym - jest ich aż o 2/3 mniej niż w Ateroidzie. Jego struktura jest bardziej jednolita i być może to jest przyczyną mniejszego blasku. Osypywanie na takim samym poziomie jak pigmenty, o których wspomniałam na wstępie, czyli minimalnym. Jest trwały. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, ale nie zachwycił w takim stopniu jak poprzednik.
Pigmenty najczęściej nakładam pędzlem. Zdarzało się, że najpierw nanosiłam je palcem, tak jak sugerował producent, ale i tak w ostateczności wolałam precyzyjnie rozetrzeć je pędzlem. Taka metoda jest dla mnie najwygodniejsza. Sugestia, by nie korzystać z jakiegokolwiek utrwalania tych produktów do mnie nie trafia - nie ma siły, która utrzyma brokat, drobinki na gołej skórze, jeśli planujemy nosić makijaż dłużej niż kilka godzin.
 
Czy dostrzegłam wady? Tak piękne produkty o niespotykanej formule i jakże delikatnej strukturze powinny mieć opakowanie (w paletce bez przegródek drobinki tych pigmentów się rozsypują). Nie oczekuję ozdobnego projektu - mogłyby być identyczne jak te, którymi są obudowane prasowane brokaty tej marki. Zaakceptowałabym to, że miałyby przez to wyższą cenę.  Drugą wadą jest fakt, że nie wszystkie pigmenty cechują się zwielokrotnionym natężeniem blasku, co potwierdza mój Lilak.

Czas na podsumowanie. Czy wrócę do turbo pigmentów? Ateroid uwielbiam i będę się w niego zaopatrywać.  Lilak jest piękny, aczkolwiek nie uważam, że błyszczy się na poziomie turbo. Moim zdaniem nie wyróżnia się szczególnie na tle innych błyszczących pigmentów na rynku, więc nie planuję zakupu.

Na pierwszym zdjęciu Asteroid (udało mi się oddać to, jak prezentuje się na żywo prawie w 100%, na drugim Lilak (na żywo jest jaśniejszy):


Jeśli chodzi o gąbkę do nakładania podkładu Glamsponge, podzielę się zaledwie pierwszym wrażeniem, ponieważ mam ją od miesiąca. Nie jestem w stanie porównać jej do beauty blendera ani do tańszych zamienników, ponieważ nigdy ich nie miałam.

Informacja od producenta:
Nowa odsłona naszej kultowej gąbeczki. Ścięty GlamSPONGE charakteryzuje się niesamowitą miękkością oraz plastycznością. Makijaż nałożony przy użyciu naszej nowej gąbki wygląda niesamowicie naturalnie, ścięty kształt ułatwia nakładanie korektora w okolice oczu, baking czy konturowanie twarzy. Najnowsza GlamSPONGE zapakowana jest w pudełeczko z otworem umożliwiające transport oraz suszenie gąbki.



Mogę Wam napisać, że jest bardzo miękka i sprężysta, co oznacza, że jest bardzo komfortowa w użytkowaniu. Glamsponge po zmoczeniu wodą zwiększa swoją objętość dwukrotnie. Często czytałam, że tego rodzaju akcesoria wchłaniają dużo podkładu, przez co zużywa się go o wiele szybciej niż gdyby aplikowało się go palcami czy pędzlami. Ja na ogół potrzebuję dwóch niepełnych porcji fluidu i tyle samo zużywam rozcierając go gąbką, więc nie widzę różnicy

Podkład nałożony tą gąbką idealnie wtapia się w skórę. Nie ma mowy o żadnych smugach i innych dziwnych historiach, o których możecie poczytać na różnych blogach przy okazji zbiorczych testów drogeryjnych gąbek. Już po pierwszym użyciu, wiedziałam, że szybko do pędzli nie wrócę;). Zdejmuje ciężkość z trwałych matujących podkładów, rezultatem czego jest  naturalnie wyglądający makijaż i  wygładzona struktura skóry. Jej kształt (ścięcie wzdłuż i na czubku) ułatwia pomalowanie okolic skrzydełek nosa, a także umożliwia precyzyjne nałożenie korektora pod oczy. Być może klasyczne blendery spisują równie dobrze, ale ja uzależniłam się od tej konkretnej wersji <3.

Przetestowałam go na moim ulubionym podkładzie wygładzającym Skin Balance z Pierre Rene, który ma dość specyficzną formułę. Kilka lat temu widziałam na YT testy tego podkładu i za każdym razem mówiono, że nie współgra z  beauty blenderem, tzn. odkleja się od skóry, kiedy dokłada się kolejną warstwę. Ogólnie cały proces związany z rozcieraniem, stemplowaniem itd. był bardzo problematyczny. Gąbka od Hani znakomicie sobie z nim poradziła.

Myję ją mydłem po każdym użyciu, aczkolwiek ostatnio wyprałam ją dodatkowo w pralce wraz z jasnymi ubraniami i wygląda jak nowa:). Będę korzystać z tego ,,patentu" od czasu do czasu;).

Podsumowując, wszystkie wspomniane przez mnie zalety gąbki w kontekście jej ceny mówią jedno - musisz to mieć! ;) Ja nawet nie rozważam już beauty blendera. Ta  jest dla mnie strzałem w dziesiątkę;). Jak widzicie, tym razem test wypadł rewelacyjnie i nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy *_*.

Pozostałe informacje o produktach: 
  • cena - turbo pigmenty -> 25 zł, gąbka -> 20 zł (do cen należy doliczyć koszt wysyłki)
  • gramatura - turbo pigmenty -> 1,8 g
  • PAO - turbo pigmenty -> 12 miesięcy, gąbka -> z tego, co wiem, gąbkę trzeba wymieniać co 3 miesiące, jeśli używa się jej codziennie
  • dostępność - Sklep internetowy Glam Shop
Starszy post Strona główna

27 komentarzy:

  1. Różowej gąbeczki z GS nie miałam. Moja przygoda skończyla się na czarnej i raczej jej nie powtórzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różowa jest rewelacyjna. Właśnie zamówiłam kolejną;).

      Usuń
  2. Podoba mi się kilka turbopigmentów, ale jeszcze na żaden się nie zdecydowałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gąbeczka zapowiada się świetnie, muszę pomyśleć nad jej zakupem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do przetestowania.
      Bardzo bym się zdziwiła, gdyby ktoś nie był z niej zadowolony:).

      Usuń
  4. o tak, słyszałam same dobre opinie! przepiękne odcienie, asteroid podbił moje serducho<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem, że te opinie mają potwierdzenie w rzeczywistości;).
      Coś pięknego <3.

      Usuń
  5. Słyszałam własnie, że różowa gąbeczka z Glam Shopu jest fajna. Ostatnio odkryłam gąbkę z Ibry i jest super - ale wersja czarna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że i Ty znalazłaś gąbkę, z której jesteś zadowolona.
      Ostatnio miałam okazję sprawdzić teksturę gąbek drogeryjnych i to jest jakaś porażka - są twarde jak kamienie;).
      Póki co zostaję przy tej z Glam Shopu:).

      Usuń
  6. Asteroid rzeczywiście wygląda nieziemsko:)i widać w Twoim makijażu, że ma moc! Jeśli Ty musiałaś się do niego przyzwyczajać, to naprawdę musi być on wyjątkowym pigmentem:).
    A co do odcienia Lilac to spodziewałam się, że będzie bardziej lila;), a on jest taki beżowo-brązowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z najlepszych pigmentów w mojej kolekcji <3.

      Lilak nie chciał się za bardzo zaprezentować na zdjęciu. Jest tak jak napisałaś, czyli bardziej lilia;).

      Usuń
    2. A skoro tak, to byłabym z odcienia Lilac również zadowolona:).

      Usuń
  7. Asteroid prezentuje się naprawdę cudownie! <3 Osobiście nie mam żadnych pigmentów od Hani, ale na niego chyba się skuszę ;) A jeśli chodzi o gąbeczkę, to mam tę w tradycyjnym kształcie i jestem z niej niesamowicie zadowolona :) Godnie zastępuje mi Beautyblender ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam możliwości tego pigmentu;).

      Nie wiem, jaką jakość prezentowały pierwsze gąbki Hani, ale te najnowsze są doskonałe. Super, że i Ty jesteś zadowolona ze swojego egzemplarza;).

      Usuń
  8. Za każdym razem kiedy widzę takie pięknie iskrzące pigmenty na powiekach myślę właśnie o Tobie :) Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam już trochę o tych turbo pigmentach, muszę sobie takie sprezentować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udanych zakupów życzę:).
      Masz już jakiś kolor na oku?;)

      Usuń
  10. Nie miałam jeszcze gąbki z Glam Shopu. Ale Turbo pigmenty bardzo lubię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zajrzę na Twoją stronę, żeby zobaczyć, na które kolory się zdecydowałaś;).

      Usuń
  11. O może się skuszę na tę gąbeczkę, bo potrzebuję juz nowej, a ta ma zachęcającą cenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto o niej pomyśleć przy okazji planowania zakupów;).

      Usuń
  12. Wow, to wręcz oślepiający blask :D Wciąż nie skusiłam się na żaden turbo pigment ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze to określiłaś;). Ten blask oślepia;).

      Usuń
  13. Ulala, ten Ateroid magiczny! Mieni się cudownie! Uwielbiam takie cudeńka.

    A co do gąbeczki, to przez wiele lat moim ukochanym produktem do nakładania podkładu był beauty blender i myślałam, że to będzie miłość forever and ever :) Do momentu aż poznałam pędzle Artis. To jest dopiero wygoda i efekt. Od roku się z nimi nie rozstaję <3

    Marti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś wyjątkowego <3.

      Pierwsze słyszę o Artis. W wolnej chwili na pewno zapoznam się z marką;).

      Usuń